NAJLEPSZE ZABAWKI DLA DZIECI czyli 5 pomysłów na prezent

sand-summer-outside-playing 2

Tytuł tego posta jest nieco przewrotny. Wbrew pozorom wcale nie będą to zabawki, które można bez problemu kupić w każdym sklepie – o nie.

To będzie post z serii żaląco-marudnej czyli „dlaczego moje dzieci nie bawią się zabawkami”. Taki powinien być tytuł, ale, no cóż, postanowiłam sobie trochę zażartować. Wyszło? 😀

Podobno na tym świecie istnieją dzieci, które rozumieją, że jak w wielkim pudle na środku pokoju są autka, pluszaki, klocki i resoraki to idea jest taka, żeby je z tego pudła wyciągnąć, a następnie się nimi bawić. I dać mamie i tacie chwile spokoju. Jak najdłuższą. Podobno.Czytaj dalej »

Reklamy

WYPRAWKA NA SPOKOJNIE

11218623_10206241479413339_4080708613482665941_n

(fot. Karolina Maua Kalinowska / Maua Fotografia )

Zabieram się do tego posta już od dawna, od kiedy moja bliska znajoma, która jest w połowie ciąży, zadała mi TO pytanie – „Słuchaj, a co właściwie jest mi potrzebne przy dziecku?”.

Tak naprawdę powaga tego pytania manifestuję się dopiero tym, którzy faktycznie doświadczają konieczności dokonania dzidziusiowych zakupów. Niby wszystko jest oczywiste – przydałby się jakiś wózek, odzież, pampersy… Jednak potem nieświadomy niczego człowiek przestępuje próg jednego z wielkopowierzchniowych źródeł zgryzoty, typu Smyk, i traci poczucie stabilności psychicznej. 3 piętra WSZYSTKIEGO, wszystkiego najpotrzebniejszego, i bądź tu człowieku mądry. Albo bądź milionerem. Lub oba powyższe na raz.Czytaj dalej »

AH ŚPIJ, KOCHANIE… czyli wszystko, co wiem o usypianiu niemowląt

N61S9S9XGC

To jest notka z gatunku „jeśli napisałabym ją pół roku temu to byłabym winna depresji u ponad połowy czytelników” 🙂 Na szczęście zostawiłam sobie ten, jakże nośny, temat, na moment, kiedy kwestia usypiania została, mniej więcej, w naszym domu opanowana.

Nie będę was trzymać w napięciu i powiem od razu na wstępie, że moje dzieci były naprawdę bardzo trudne jeśli chodzi o kwestie około-senne. Zarówno Teo, jak i Luna, od pierwszych dni swojego życia manifestowali bardzo stanowczo to, że sen nie jest numerem jeden na ich liście priorytetów. Kończyło się to zazwyczaj drzemkami po 10-15 minut, i nieustającym rykiem/płaczem/jęczeniem (zależnie od fazy księżyca, chyba) wynikającym – a jakże – z permanentnego zmęczenia. Lecz cóż z tego, bo weź, spróbuj wytłumaczyć niemowlakowi, że choć kompletnie o tym nie wie, to jest bardzo zmęczony i powinien iść spać. Nie ma słów, nie ma metod.

No właśnie? A może jednak?Czytaj dalej »

TO JUŻ ROK czyli WSPOMNIENIA Z PORODU DOMOWEGO

1

Niewiele brakowało, a wyrobiłabym się z postem na czas – czyli na wczoraj, kiedy to urodzona w domu Luna, obchodziła pierwsze urodziny. Niestety jednak postanowiłam pojechać i kupić dzieciom dwa nowe foteliki samochodowe… zdobywając tym samym nowe (poważnie traumatyczne) doświadczenie, które zasługuje na całkowicie nowy, fotelikowy post (soon to come).

Tymczasem post melancholijny i wspominkowy. Post, o który kilka z was prosiło. Post bardzo personalny. Wspomnienia z mojego drugiego porodu, który odbył się całkowicie w domu. A więc było to tak…Czytaj dalej »

SZTUKA SPRZĄTANIA

06FF138848

Dziś wpis, który powinien mieć roboczy tytuł „nie śpię bo sprzątam chlew”. Choć,żeby być w pełni w porządku wobec czytelników to może „nie piszę sumiennie notek na bloga, bo sprzątam”. True story.

Moja radosna egzystencja jako chu..ej pani domu skończyła się kilka dni temu kiedy, w poszukiwaniu nowej lektury, sięgnęłam po „Sztukę Sprzątania” Dominique Loreau. Zdecydowanie sprzątanie to czynność, z którą było mi od zawsze wybitnie nie po drodze. Moja mama, kiedy jeszcze mieszkałam w rodzinnym domu, zwykła mówić, że jeśli w końcu posprzątam furę ubrań leżących na fotelu, ze zdziwieniem odkryję, że pod spodem siedzi jakaś koleżanka, która wpadła z wizytą miesiąc wcześniej. Porządkowanie rzeczy, składanie, wkładanie na miejsce, segregowanie a przede wszystkim regularne utrzymywanie jakiegoś ładu, to były dla mnie rzeczy nieosiągalne. Niezależnie od tego jak bardzo bym nie chciała, złożenie spodni po zdjęciu ich z tyłka i schowanie na półkę wydaje mi się okropnie czasożerne i zupełnie niepraktyczne. A co dopiero konkretne, domowe prace porządkowe…

A wtedy przeczytałam JĄ.Czytaj dalej »

NASZE SPOSOBY NA CHOROBY

EnF7DhHROS8OMEp2pCkx_Dufer food overhead hig res

Tym razem zapraszam na post z serii Praktyczne Rady Babci Marysi 😛

Nie ma co temu zaprzeczać – sezon chorobowy trwa w najlepsze. Jak co roku zaczął się już w październiku, a końca wciąż nie widać. To, co dzieje się z pogodą, czyli brak sensownej, mroźnej i długiej zimy, która miałaby moc wymrożenia całego tałatajstwa, stawia nas na z góry przegranej pozycji. Wirusy i bakterie mają super warunki do mutowania się, i otwartą drogę do ataku – na dworze jest ciepławo i wilgotno, my zaś jesteśmy niedospani i osłabieni brakiem słońca. Jeśli jakimś cudem dzieciakom udaje się przetrwać pierwsze dwa miesiące we względnym zdrowiu, potem i tak dopada ich jakieś paskudztwo.Czytaj dalej »

JAK ZDERZYŁAM SIĘ Z RZECZYWITOŚCIĄ

DSC_6575

W toku ewolucji nie mógł powstać gatunek, w którym dzieci doprowadzałyby swoich rodziców do szału – to byłoby wbrew logice

Jean Liedloff „W głębi kontinuum”

 

Pamiętam, jak dowiedziałam się o pierwszej ciąży. Był listopad, siedziałam sama w mieszkaniu, miałam dwa testy ciążowe w szafce i nie mogłam się doczekać dnia spodziewanej miesiączki, żeby w końcu je bezczelnie obsikać. Staraliśmy się z Tymonem o dziecko już od dwóch miesięcy, co na ówczesną chwilę wydawało mi się wiecznością. Kiedy w końcu (obsikany) test pokazał dwie kreski, szalałam ze szczęścia. Niedługo potem zaczęło się przekazywanie cudownych wieści, radosne pianie przez telefon, oglądanie dziecięcych ubranek na stronach najpopularniejszych sieciówek. No i oczywiście wyobrażanie sobie, jak to wszystko będzie wyglądać, jak już młode się powije.Czytaj dalej »