CO ROBIĘ, GDY MAM DOŚĆ DZIECI?

Czyli krótki, wakacyjny nieporadnik złego rodzica.

IMG_9190-small-glowne-1000x600.jpg

Nie bójmy się powiedzieć tego głośno – każdy rodzic ma takie dni, kiedy z rozczuleniem wspomina bezdzietne czasy i chwile, gdy mógł bezkarnie oglądać całe sezony seriali do 6 rano, że o frywolnym imprezowaniu o wschodzie słońca nie wspomnę. Potem pojawiają się one, a wraz z nimi odpowiedzialność, która zwłaszcza w wakacje bywa utrapieniem. Nie zrozumcie mnie źle – kocham moje dzieci nad życie i gdybym mogła cofnąć czas, wybrałabym tę samą, rodzicielską ścieżkę za każdym razem. Jednak, że tak zarzucę wyświechtanym frazesem, matka to też człowiek, któremu podczas czytania kolejnej książki na dobranoc, zdarza się uronić łezkę nad wszystkim tym, z czym przyszło się jej przy okazji posiadania dzieci pożegnać.

No dobra, ale czy trzeba się z tym żegnać tak na zawsze? Permanentnie? Nieodwołalnie? Forever and ever być kurą domową zanurzoną po łokcie w rosole i skoncentrowaną na układaniu planu tygodnia z uwzględnieniem tylko i wyłącznie atrakcji dziecięcych w mieście? Bo ja to na przykład im dłużej zapominam o sobie, tym bardziej w ciągu dnia wściekła jestem. Chodzę zła jak osa i co kilka minut pokrzykuję na wszystkich domowników, nie wyłączając Bogu ducha winnego psa. Kiedy powyższy stan nasila się coraz bardziej, a dni zaczynają płynąć od jednej kłótni, do drugiej, wtedy wiem na pewno, że czas na plan naprawczy dla matki. Znaczy mnie.

Czytaj dalej »

Reklamy

DZIECI I ZWIERZĘTA – JAK, PO CO i DLACZEGO?

1600X9601-1000x600.png

Moje historie ze zwierzętami w dzieciństwie nie należały do specjalnie udanych. Gdy tylko pojawiała się pozytywna decyzja o psie i akcept ze strony rodzicielki, zaraz wszechświat postanawiał zrobić wszystko, żebym, choćbym nie wiem jak chciała, nie miała swojego czworonoga. Gdy nieco podrosłam i razem z rodzicami wykonaliśmy popisową ucieczkę z miasta na wieś, rozpoczęliśmy szeroko zakrojoną akcję przygarniania rozlicznych kotów i psów (naturalnie to ja byłam jej prowodyrką), jak to na mieszczuchów na wsi przystało. Prawda jest jednak taka, że miałam wtedy całe 10 lat i w swoich oczach byłam niemal dorosłą kobietą, skupioną na zapamiętywaniu tekstów piosenek Britney Spears i kłótniach z koleżankami o to, która dziś będzie Mel B (był to, swoją drogą, jeden z niewielu momentów, kiedy kochałam swoje kręcone włosy), a nie na jakichś tam zwierzaczkach. To wszakże dobre jest dla przedszkolaków.

Może właśnie dzięki tej niezaspokojonej we wczesnym dzieciństwie potrzebie, obiecywałam sobie, że moje dzieci od małego będą wychowywać się ze zwierzętami. Karmić, wyprowadzać, spać razem z łóżku – odgrywać wszystkie te chwytające za serce sceny z amerykańskich filmów familijnych, które każdy z nas doskonale zna.

Czytaj dalej »