IGRZYSKA ŚMIERCI

ambulance-architecture-building-263402

 

Z dużą uwagą obserwuję od kilku dni sprawę, którą żyje ogromna część Internetu, zwłaszcza ta skupiona na rodzicielstwie. W brytyjskim szpitalu Alder Hey mały Alfie Evans przeżywał ostatnie dni i godziny życia wśród walk, protestów i teorii spiskowych.

Nie jestem lekarzem. Nie wiem jaka choroba wyniszczyła mózg tego malucha, nie wiem ile dni, miesięcy czy lat mógłby leżeć pod aparaturą podtrzymującą życie w stanie wegetatywnym. Nie znam kwalifikacji lekarzy, którzy oceniali jego stan zdrowia ani sędziów, którzy podejmowali decyzje dotyczącą rezygnacji z uporczywej pomocy medycznej, wbrew woli rodziców.

Wiem natomiast, że to, co wydarzyło się za sprawą mediów, blogerów, użytkowników social media i pewnego, polskiego „reportera” było jedną z najobrzydliwszych krwawych jatek medialnych, jakie przyszło mi oglądać od czasów mamy Madzi i śliskiego kocyka.

Setki, a może i tysiące, ludzi przekrzykiwało się w komentarzach o tym, że należy ukamienować sędziego, zablokować szpital (nie zważając oczywiście na pozostałe, chore dzieci w nim przebywające), ukarać brutalnie lekarzy i pielęgniarki. Spiskowe teorie dotyczące kradzieży organów czy zmowy koncernów farmaceutycznych osiągnęły w pewnym momencie tak absurdalny poziom, że nawet ja, osoba nie popierająca przymusu szczepień, wierząca w altmed czy homeopatię, byłam zdruzgotana i obrzydzona.

Gdy chodzi o życie dziecka nie ma łatwych decyzji. Nawet jeśli to dziecko, decyzją wielu, niezależnych lekarzy, cierpi, a jego mózg wypełnia wyłącznie płyn mózgowo-rdzeniowy i woda. Możemy spierać się o zasadność leczenia paliatywnego w takiej sytuacji, choć będzie to dyskusja z gatunku „aborcja”, „eutanazja”, „kara śmierci” czy „wegetarianizm”, do której każdy z nas wejdzie z bagażem własnych przekonań. Nie powiem wam czy popieram odłączenie Alfiego od aparatury – są dni i godziny gdy powiem, że tak. Są dni i godziny, gdy powiem, że nie.

Czego natomiast nie popieram, czym się brzydzę i co uważam, za paskudną przypadłość naszych czasów, jest robienie z dramatu rodziny, który powinien odbywać się za zamkniętymi drzwiami, krwawych igrzysk śmierci. Takich, w których potrzebny jest wróg i, gdzie żądne ofiar trybuny widzów skandują imię małego chłopca, w istocie mając głębiej niż w poważaniu jego faktyczny los.

O tym wpisie myślałam od kilku dni, wciąż zastanawiając się czy mój głos jest potrzebny. Czy może nie powinnam właśnie zamilknąć – przez wzgląd na szacunek do małego, walecznego chłopca, który kilkanaście godzin temu odszedł z tego świata? Coś jednak we mnie, kurwa, pękło, gdy na moim facebooku po raz czwarty pojawił się komunikat o treści mniej więcej takiej: „tata małego Alfiego Zabarykadował się w szpitalu! Chcą mu zabrać ciało dziecka! Wojciech Cejrowski jest z rodzicami! CAŁY LIVERPOOL WZYWANY NA POMOC RODZICOM!!!”.

Kilka minut poniżej pojawiło się jednak to: „Sprostowanie! Tata jednak nie musiał się barykadować, się a Wojciecha Cejrowskiego tam nie ma… ALE I TAK PROTESTUJEMY!!!”.

I tak igrzyska trwają w najlepsze.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “IGRZYSKA ŚMIERCI

  1. Jakiś troll zrobił prymitywny „żart” na Facebooku, a ty pojechałaś brutalnie po ludziach solidaryzujących się z rodzicami dziecka, którego śmierć jest co najmniej podejrzana. Nie chcę cię obrażać, ale twoja reakcja i to wszystko, co tu napisałaś nie stawiają cię w dobrym świetle.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s