MAMO, TERAZ TY!

pexels-photo-701771

 

Ogromna nad człowiekiem presja wisi, kiedy tak ponad pół roku ni słowa nie napisał. Po głowie chodzi milion początków zdań, a niewiele jakoś zakończeń. I żaden temat nie wydaje się dość dobry.

Gdy pisałam książkę (a trwało to, ku zgryzocie wydawnictwa, dużo dłużej niż wszyscy pierwotnie zakładaliśmy), czułam, jak wysysa ona ze mnie wszystkie najlepsze słowa, zdania i konstrukcje stylistyczne. Puff, i nic nie ma. Człowiek (to o mnie) ledwo znajdował siłę, żeby potem przynajmniej kilka zdań podrzędnie złożonych wpleść w konwersacje, a tym samym nie poddawać w wątpliwość swojej, ekhm, elokwencji. W międzyczasie trzeba było się jeszcze zajmować dziećmi, pracą jakąś może, jedzeniem i innym prozaicznymi kwestiami. Taka matka to ma jeszcze gorzej, bo zanim znajdzie chwilę na to, żeby się zrealizować to już na pewno ktoś walnie kupę w majtki, inny ktoś zrzuci ze stołu wazon, a na koniec do domu zwali się stado nieplanowanych gości i trzeba będzie udawać, że się ma porządek i, że umie się podawać herbatę zachowując zasady savoir vivru.

Czytaj dalej »

Reklamy