PRZED CZYM NIKT CIĘ NIE OSTRZEGŁ, KIEDY ZOSTAŁAŚ MATKĄ

o-czym-nikt-cie%cc%a8-nie-ostrzegl-kiedy-zostalas-matka%cc%a8-1

Czemu?! Czemu nikt mnie nie ostrzegł, że macierzyństwo nie ma nic wspólnego z jego wizją kreowaną w hollywoodzkich serialach, albo w „Na Wspólnej”.
Właściwie, jedynym dzieckiem i jedyną matką, które korespondują z historią mojego życia, jest Miranda z Sex and The City. Kto oglądał, ten wie, że mały Brady był prawdziwym dzieckiem Rosemary (dziś jadę po bandzie, jeśli chodzi o kinematograficzne odniesienia), które uspokajało się wyłącznie przy współudziale wibratora (a kto nie oglądał, ten teraz ma potężną zagwozdkę).

Niezależnie jednak od amerykańskich bobasów i ich niepokojących preferencji, my w Polsce klimat mamy taki, że dla wielu mam macierzyństwo jest pasmem niekończących się niespodzianek. Aha, zgadza się, been there, done that. Teraz jestem już doświadczoną, przemądrą mamuśką, która pozjadała co najmniej pięć rozumów.
Gotowi? No to jedziemy z tą listą.

  1. Dziecko nie rodzi się z umiejętnością zasypiania. 

A przynajmniej nie każde. Wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że jedynie niewielki odsetek niemowlaków kuma, że jak się je położy do wyrka czy innego wózeczka, to chodzi o to, żeby zamknąć oczy i powiedzieć „nara”. Niby gdzieś tam pojawiają się teksty, że dziecko się drze, że niemowlaki są upierdliwe, że męczące… ale żeby tak wprost ktoś mnie ostrzegł, że istnieje potężne ryzyko, iż mój pierworodny będzie przyklejony do mnie przez całą dobę, a ja będę się kiwać jak wahadło zegarowe, nad wyjącym opętańczo odkurzaczem, marząc o chociaż 30 minutach przerwy… to bym mu nie uwierzyła.
Nie no, serio, ja? Taka oczytana w literaturze matkowej? Taka spokojna i przygotowana na armagedon? Gdzież tam.

Ja go urodzę i raz dwa pięć mu powiem, jakie zasady w domu obowiązują. I w ogóle to nie dajmy się sterroryzować!

2. 90% mężczyzn nie kuma własnego dziecka dopóki ono nie zaczyna się komunikować werbalnie, albo dopóki nie zaczyna grać w piłkę (wymiennie, zależy co nastąpi pierwsze)

No niestety, moje obserwacje są brutalne dla płci brzydkiej. Naturalnie, znam facetów, którzy od pierwszego dnia życia dziecka noszą je nieustannie na rękach, przynoszą matce w nocy na karmienie, uczą się chustować i nie boją się strzelającej kupy. Umówmy się jednak – to mimo wszystko jest mniejszość. Musimy to zrozumieć, faceci mają inaczej zbudowane mózgi i ciężko jest im się rozpływać nad leżącym budyniem z oczami, który świadomie nie umie nawet nogą machnąć. Można spróbować coś tam do niego zagadać, zaśpiewać mu piosenkę, czy przytulić, ale prawdziwy fun zaczyna się, kiedy mały człowiek może w końcu zrozumieć ojcowski, popisowy żart o kupie (true story).

 

3. Nawet jeśli masz koleżanki-mamy, i tak spotkanie się z nimi będzie trudniejsze niż audiencja u Dalaj Lamy

Zacznijmy od tego, że wychodząc gdziekolwiek będziecie się umawiać przez kilka godzin, próbując znaleźć porę dogodną dla obu stron bo a) jedno dziecko zawsze w tych i tych godzinach śpi, i b) drugie dziecko, w tych pozostałych godzinach, kiedy to pierwsze nie śpi, nie może jeździć bo wtedy są korki, a jak są korki to ono płacze w samochodzie, lub c) gdy w końcu uda się grafiki dograć, to to pierwsze dziecko, wyjątkowo zmieni godziny spania, i zamiast standardowych 20 minut będzie spało 3 godziny (wielokrotne true story). Przyjaźnie po dziecku już nie są takie same. Przede wszystkim następuje podstawowe przesortowanie grupy znajomych. Tu wiele gadać nie trzeba, jest to zgoła oczywiste – te koleżanki, co jeszcze o dzieciach nawet nie myślą, nagle odsuwają się na dalszy plan, te zaś, które dzieciaki mają, stają się wam bliższe, nawet jeśli kiedyś jedna drugiej odbiła faceta, albo kupiła sobie taką samą bluzkę w H&M, bez pytania o zgodę. To jednak nie koniec zabawy, bo potem zaczyna się prawdziwa selekcja. No więc, trzeba się czym prędzej dowiedzieć czy ona (ta potencjalna koleżanka od spotkania, z którą, co już ustaliłyście, jesteście w stanie się spotkać w trakcie okienka trzygodzinnego, pomiędzy drzemką Zdzisia, a drugim śniadaniem Kasi) szczepi dzieci, czy może przypadkiem nie? Dietę rozszerza przez BLW, a może za pomocą łyżeczki? Czy ona przypadkiem nie nosi dziecka w wisiadle typu Babybjorn przodem do świata? Co uważa na temat smoczka, długiego karmienia piersią, fotelików montowanych tyłem do kierunku jazdy, podawania dziecku słodyczy, serwowania mu bajek i aplikacji na tablet…

Jeśli w końcu znajdziesz idealną kandydatkę na mamowe spotkanie, dopasujecie godziny, ustalicie i finalnie uzgodnicie, że obie kochacie kaszę jaglaną to, wiadomo, któreś z dzieci (albo oboje) się rozchoruje.

 

4. Nie będziesz w stanie wyjść na zakupy, nie kupując czegoś dziecku

Pamiętam jak na zakupy zabierała mnie moja mama. Jeździłyśmy do pierwszej chyba w Warszawie galerii handlowej, Klif, która wtedy wydawała mi się ogromna. Chodziłyśmy razem od sklepu do sklepu, wydając jakąś dziką fortunę i objuczając się kolejnymi torbami. Pamiętam, że moja mama odczuwała naprawdę ogromną przyjemność, kiedy mogła mi kupić kolejny fatałaszek, w którym wyglądałam jak jej mała, ukochana, księżniczka (ten etap skończył się mniej więcej wtedy, kiedy zrozumiałam, że istotą mojego poczucia stylu są czarne koszulki z nazwami zespołów i bojówki ze sklepu „metalowego” w barakach pod Pałacem Kultury). Teraz już moją mamę rozumiem, bo wiem, że nawet jeśli uda mi się samej zrobić tour po sklepach, to pierwsze na mojej mapie są działy dziecięce. Dwa dni temu poszłam po nowy, zimowy kombinezon dla Teo (wiadomo, wyprzedaże na koniec zimy, jestem przezorną matką z Radomia) i autentycznie nie mogłam się powstrzymać przed kupieniem mu, kompletnie zbędnych, koszulek z Lego Ninjago. Co ja mogę, wiedziałam, że dzieciak oszaleje ze szczęścia na ich widok, a mi wtedy serduszko urośnie o co najmniej kilka rozmiarów ❤

A z chłopakiem to i tak jeszcze luzik, kiedy przestaje bowiem być słodkim bobasem, a zaczyna domagać się obrzydliwie pstrokatej odzieży z Tomkiem, Stacyjkowem i Marshallem z psiego patrolu , ty, przynajmniej czasem, doznajesz otrzeźwienia i widzisz, że szafa obywatela pęka w szwach. Jednakże, sprawa z córką, jest z góry skazana na porażkę. Opaski, spinki, kolorowe gumeczki, bransoletki z Soy Luna (yep, zgadza się), różowe sweterki z króliczkami i dziecięce emu z frędzelkami. Masz przerąbane, obok tego chińskiego badziewia z sieciówek, niemalże nie da się przejść obojętnie. Także jeśli planowałaś pójść na wyprzedaże i wydać na siebie 250 zł, bądź pewna, że na siebie wydasz 30 (o boże, jak bardzo true story).

 

5. Zaczniesz się mimowolnie kiwać w miejscach publicznych. Naturalnie, będąc tam bez dziecka. 

Tak zwany syndrom osieroconej matki, która w kolejce do kasy w Rossmanie, obładowana stosem pieluch i kremików, majta się z boku na bok, całkowicie zamyślona. Ludzie mijają ją bez słowa, ale za to z wymownym spojrzeniem, a ona jest ze wszech miar przekonana, że właśnie usypia bobaska w wózku sklepowym.
Oto cena przyzwyczajenia i niewyspania, w jednym .

 

6. Nauczysz się nowego języka

Ale że co, ale że jak to? Ano tak to. W absolutnej nieświadomości, każdego dnia bombardowane jesteśmy matczyną nowomową, którą stopniowo przejmujemy i zaczynamy swobodnie jej używać w konwersacjach:

– I jak tam Zośka, udało się uśpić Amelkę?

– Tak, wetknęłam jej smoka, dałam trochę cycka, i odpadła w 15 minut. A jak tam u was?

– A wiesz, jedziemy z tym ka-pe, ale zaczynam się zastanawiać, czy poród przez CeCe, nie był powodem, że nie wychodzi. Po eSeN jest jednak łatwiej, co?

– Ja to nie wiem, my już na beelwubutli od miesiąca.

– A macie już ten erwuef?

… i tak dalej…

 

7. W trakcie urlopu macierzyńskiego zrozumiesz, że nienawidzisz swojej pracy

OK, to akurat mi osobiście się nie przytrafiło, zapewne głównie z tego względu, że zaszłam w ciążę pracując na podstawie umowy o dzieło, więc zwyczajnie miesiąc po radosnym ogłoszeniu nowiny, już roboty nie miałam 😉 ale ten temat przewija się naprawdę niesamowicie często. Bo my to tak chodzimy do tych naszych prac, tym bardziej, jeśli wygodnych, z umową, świadczeniami, może nawet jakimś LuxMedem w pakiecie, i staramy się nie zastanawiać nad tym, czy to de facto lubimy. Pokutuje w nas przekonanie, że za coś żyć trzeba, a za co, to już kwestia drugorzędna. W końcu siedzę tam jedynie 8 godzin, a cały pozostały czas mogę wykorzystać jak tylko chcę.

No i wtedy w obrazku pojawia się mały berbeć. Cholernie wkurzający, jęczący, doprowadzający Twoje mieszkanie do ruiny każdego dnia, ale jednocześnie najsłodszy i najukochańszy na świecie całym. Szczerzący się do Ciebie tym swoim bezzębnych uśmiechem, kiedy gilgasz go pod pachą. I ten mały człowiek towarzyszy Ci każdego dnia przez rok. Chodzisz z nim wszędzie, obserwujesz jak zaczyna się uśmiechać, gaworzyć, przewracać z brzucha na plecy, czy tam na odwrót, jak pierwszy raz siada i jak stawia pierwszy krok. I choć średnio 5 razy dziennie masz ochotę pizgnąć to wszystko w cholerę, i uciec do Timbuktu z kierowcą Ubera, to wiesz doskonale, że czas spędzony z własnym dzieckiem jest najbardziej wartościowy ze wszystkich (tak, nawet jeśli zbyt często włączasz mu bajki, a sama bezwiednie scrollujesz Instagram 😉 ). Aż tu nagle, bam, powrót do kieratu zawodowego. Co? Już? Minął rok? Ano minął… i co teraz? Trzeba małego człowieka oddać niani, albo znaleźć mu jakiś fajny żłobek, a samemu na 8 godzin out, oczywiście plus dojazdy. Oto jest chwila, kiedy człowiek robi wreszcie sensowny bilans zysków i strat. Z tegoż bilansu, jak byk, wychodzi, że lepiej mieć mniej hajsu (na te ubranka z punktu 4), a więcej małego człowieka.

No chyba, że kochasz swoją pracę. Ale wtedy jesteś jakimś mini procentem ze szczęściarzy, którym każdego dnia zazdrości cały tabun mamusiek.

 

O, i tak to się wszystko, mniej więcej, kręci.

Punktów jest 8 a nie 10, bo jest późno i potrzebuję spać (i oglądać Downton Abbey).  Poza tym kto powiedział, że zawsze trzeba tak znowu dążyć do tych pełnych liczb. Punkrock kurde.

 

 

 

 

Reklamy

10 uwag do wpisu “PRZED CZYM NIKT CIĘ NIE OSTRZEGŁ, KIEDY ZOSTAŁAŚ MATKĄ

  1. No nie wiem czy sie zgodze . Usmiechnelam sie pare razy ale mysle ze to o czym nikt mnie nie otrzegl to to ze juz do konca zycia bede czula strach. To mnie chyba najbardziej trzepnelo. A w sumie to chyba torches luzu trzeba nabrac z kolezanka z dzieckiem jak sie umawiam to mowie – po prostu przyjedz. I jak dzwoni wiesz zaspalismy a teraz mielismy wyjsc ale oczywiscie jak bylismy gotowi to zrobil kupe, a potem glodny a potem spac. To mowie luz I robie swoje. No I nigdy nie mialam planu dnia bo to mnie stresowalo. Robimy na co mamy ochote i jest mam latwiej.

    Polubione przez 1 osoba

  2. a dla mnie największe zaskoczenie to brak ‚łykendu’ wakacji, przecież nawet po naprawdę pracowitym tygodniu była nadzieja na spaniedo 10 w sobotę.

    pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  3. Zgadzam się co do wszystkich 8 z 10 (a tak naprawdę 8). Plus dodam od siebie ze nagle doszło z macierzyństwem to, że boje się wojny, Kaczyńskiego i że dzieci mi uciekną do jakiego USA i zostawia na pastwę losu. Jakoś jak ja ucieklam na dekadę mamie to było fajniej niż gdyby to mi miały dzieciaki uciec.
    PEACE AND LOVE,
    Mother of 2

    Polubione przez 1 osoba

  4. Z tym usypianiem i słownictwem to się zgodzę. Co do facetów, to jak mają pomóc jak matki boją sie im dać dziecko do rąk? Ja mojego męża nie oszczędzając i jest w stanie wszystko zrobić przy dzieciach. I tym gadającym i tym nie. Co za tym idzie, mogłam przy miesięcznym dziecku wyjść na spotkanie ze znajomymi i bawić się do północy. Wszystko tak na prawdę zależy od tego jakie podejście ma mama

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s