DLACZEGO PRZESTAŁAM SIĘ MALOWAĆ

14368821_928518240586641_9098091929095486491_n

Żadna ze mnie telepatka, ale czuję w kościach, że nadchodzi naprawdę silny, nowy trend. W końcu taki, który będę mogła pokochać (nie jestem wciąż pewna co do bomberek) całym sercem. Panie i panowie, oto czas prawdziwych twarzy.

Na zdjęciu załączonym do posta to jestem ja. Cała, prawdziwa ja. No, ok, z filtrem z Instagrama (powiedzmy, że użytym po to, żeby trawa miała ładniejszy kolor), ale jednak ja. Moja twarz, moje oczy, nos, usta, moje kości policzkowe. Nie twierdzę, że jest to jakaś wyjątkowa twarz, ale jest moja własna, jedyna i niepowtarzalna. Nigdy nie zatrzymywała mężczyzn na ulicy, nie przyniosła mi kariery fotomodelki ani nie była porównywana do twarzy najpiękniejszych aktorek zeszłego stulecia, niemniej przez 29 lat dzielnie wyrażała wszystkie moje emocje i myśli. Lubię moją twarz.

Czemu więc przez ponad 10 lat zakrywałam ją codziennie tapetą? Jakiś czas temu zachwyciłam się nawet super modnym konturowaniem. Wystarczyło wstać rano nieco wcześniej, rach ciach ciach, i już miałam nową twarz na nowy dzień. Brzmi podniecająco? Jasne, a na dodatek jest (podobno) niezwykle proste (podobno, bo jako osoba pozbawiona talentu plastycznego, męczę się przy każdej czynności wymagającej użycia pędzla). Większość kobiet w dzisiejszych czasach na pytanie „co chciałabyś zmienić w swoim wyglądzie” ma naprawdę pokaźną listę na podorędziu. Węższy nos, większe oczy, bardziej wydatne usta. Trudno się dziwić, każdego dnia jesteśmy zalewane już nie tylko fotkami idealnych supermodelek, ale też setkami gigabajtów filmików, na których pokazuje się nam jak w kilku krokach zmienić się pod obecny kanon piękna.

W zeszłe wakacje, kiedy już wiedziałam, że moja szkoła (angielskiego dla dzieci) ruszy z kopyta od września, postanowiłam soczyście pobalować. Wykorzystać potencjał lata na maksa. Opener, kluby, koncerty. Do teraz pamiętam jedną, niezwykle niepokojącą myśl, która towarzyszyła mi podczas każdej z tych imprez. Wszędzie otaczały mnie identyczne twarze. Morze skserowanych wykonturowanych lic. Każda dziewczyna musi bowiem obecnie obowiązkowo dorobić sobie rzęsy 1 do 1, podkreślić kości policzkowe, rozświetlić nos, wytatuować albo podkreślić henną brwi, uwypuklić (albo powiększyć) usta. Ups, czyżby wyjątkowość naszych twarzy stała się naszym przekleństwem?

Od wieków towarzyszą nam zmieniające się kanony piękna, lecz nigdy technologia ich odwzorowania nie była tak rozwinięta jak teraz. Permanentny makijaż, czy wszelkie inne tego typu zabiegi, dają nam możliwość ujednolicania się w sposób perfekcyjny.

Wróćmy więc do tej mojej twarzy. Spojrzałam na nią w lustrze, raz i drugi, po imprezie na przykład. Napuchnięta, zmęczona, pokryta pierwszymi zmarszczkami, miała swoją historię. Historię poprzedniej  nocy, zeszłego tygodnia. Lubiłam ją za to. Nie zawsze chciałam bowiem zatuszować wszystkie dowody bycia człowiekiem, a nie cyborgiem.

Potrzebowałam jednak aż kilkunastu tygodni na to, żeby nauczyć się na nowo akceptować brak makijażu na co dzień. Przy okazji miało to kilka negatywnych skutków 😛 Mężczyźni w sklepach nagle stali się dużo mniej chętni do pomocy a ja sama momentami czułam się jak menel, któremu się „nie chce” wyglądać. Uwierzcie mi, że przy dwójce dzieci i kilkunastu biznesach, niełatwo jest samym dobrym nastawieniem, ukryć sinoszare worki pod oczami 😉 Niemniej, z dnia na dzień, czułam się coraz bardziej komfortowo, a moja skóra zdawała się mówić „jezu, dziękuję, powietrze, w końcu!”.

Gdy zobaczyłam, że Alicia Keys przyszła na MTV VMA bez makijażu, dotarło do mnie, że to właśnie będzie nowy trend.Ba, że to musi być nowy trend. Prawdziwe, pewne siebie kobiety, które nie muszą każdego dnia zamieniać swoich prawdziwych rysów w gładki plastik. Hej, skoro międzynarodowa supergwiazda może, to my też! Ja też i Ty też!

Nie jestem może aż takim ortodoksem, gdy wychodzę wieczorem na imprezę (co ostatnio zdarza się raczej niezwykle rzadko 😉 ) albo gdy mam ważne spotkanie, na którym z tych czy innych względów chcę pokazać „wygładzoną” wersję mnie, to po prostu to robię. Jednak, w dni powszednie, gdy idę do sklepu czy do pracy, czuję się perfekcyjnie z moją zwykłą twarzą. Bo lubię ją. I to od lat.

 

A ty lubisz swoją twarz?

Reklamy

17 uwag do wpisu “DLACZEGO PRZESTAŁAM SIĘ MALOWAĆ

  1. Mam 21 (no dobra, prawie 22) lata i tylko 2 razy w życiu miałam na sobie prawdziwą tapetę (studniówka i przedstawienie teatralne). Na co dzień nie kładę na twarz nic. Tylko jak znajdę okazjonalnego pryszcza to przykrywam kremem bb. Wychodzę z założenia, że nie maluję się, bo nie mam czego zakrywać ;). A poza tym kontrolowanie się, żeby nie przetrzeć oka (i nie zostać pandą) jest niesmowicie męczące.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja odkąd zostałam zmuszona do faszerowania się pokaźną ilością antybiotyków, walcząc o ładną skórę (piękna istnieje jedynie w photoshopach) zaczęłam lubić swoją twarz. Jest nieidealna, gdybym chciała wymienić, co mogłabym poprawić, lista może i nie byłaby długa, ale istniałaby, bo jednak zawsze można coś upiększyć, jesteśmy tylko ludźmi (często aż nadto naiwnymi), którzy często mówią, że chcą się wyróżniać byciem sobą, nie chcą być tacy jak inni, a jednak ukradkowo konturują twarz (tak troszeczkę chociażby), powiększają optycznie oko czy usta… Kiedyś nie wyobrażałam sobie publicznego wyjścia bez makijażu, obecnie maluję się rzadko, na wyjścia używam zaledwie trochę korektora tu i ówdzie żeby minimalnie ujednolicić kolor, niekiedy pomijam nawet malowanie rzęs. Może to też wyraz lenistwa, bo nie mając umiejętności wykwalifikowanych makijażystek, głupie nakładanie fluidu wydłuża się do kuriozalnych wręcz liczb, miało być pół godziny a wyszły dwie, zazwyczaj szkoda mi na to czasu, bo zamiast stać przed lustrem i się denerwować, że nałożyłam niepasujący cień do powiek, mogę zrobić coś dla siebie, coś, z czego pod koniec dnia będę zadowolona. Jednakże nie ukrywam, że podoba mi się sprawnie wykonany makijaż, który może uchodzić za rodzaj sztuki, dobrze jest się nim czasami pobawić (bo dlaczego by nie, skoro i tak mamy kosmetyczkę pełną upiększających specyfików? bywa, że sama w wolnej chwili uczę się jakiś nowych trików, tak po prostu dla siebie żeby zdobyć nowe umiejętności). Dlaczego nie podkreślać swoich atutów, a minimalnie nie odwracać wzroku od niedoskonałości? To trochę tak jak z ubiorem, też kamuflujemy za szerokie biodra czy brzuszek, a podkreślamy łydki, dekolt czy cokolwiek innego. Wszystko jest dla ludzi i to od nas powinno zależeć, jak będziemy wyglądać, sugerowanie się okładkami magazynów jest zgubne i wpędza w kompleksy. Kluczem jest zaakceptowanie siebie, chociaż nie zawsze bywa to proste, kiedy na każdym kroku człowiek styka się z „perfekcją”.

    Polubione przez 1 osoba

    • Też wspomniałam o tym, że są dni kiedy chcę się podmalować. Tak naprawdę ten wpis jest o mnie – bardzo chętnie posłucham jak to jest u was 🙂 Przecież każdy może mieć inaczej! Mi się podoba ta nowa „moda”, która robi się coraz bardziej popularna na nomakeup, zwłaszcza jeśli chodzi o życie na codzień 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Piątka!
    Na codzień do pracy podkreślam jedynie rzęsy i brwi. Mam jednak dni kiedy moja twarz wygląda na tyle źle (nieprzespana noc, trądzikowy wysyp etc), że lepiej czuję się w delikatnym makijażu – wtedy niedoskonałości tuszuję kosemtykami mineralnymi. Nic sobie nie doczepiam, nie konturuję (choć umiem to robić i od wielkiego dzwonu robię) i uśmiech na mojej twarzy powodują zdjęcia na instagramie podpisane jako sauté, a gołym okiem widać doklejone rzęsy czy permanentny makijaż. Może dla niektórych fakt, że mając doczepy nie musi codziennie malować rzęs to już niemalowanie się, nie wiem 😉
    Niemniej trend bardzo popieram, bądźmy prawdziwe 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Dobrze powiedziane !Ja też Uwielbiam swoją twarz ,kocham swoją twarz ,?bo jestem czuje się najpiękniej gdy rano wstaje : ) dlatego się nie maluje nie naklejam rzęs nie powiększam ust a co więcej nie nie chce tego robić bo mam 25lat uważam ze Jestem naturalnie ładna i nie chce tego zepsuć bym za kilka lat nie musiała właśnie liczyć na sztuczne rzęsy zrobione brwi czy usta . Zresztą widząc na ulicy praktycznie co druga kobietę zrobiona w sensie te rzęsy o których piszesz i ta cała reszta to przeraza mnie to bo zawsze gdy zapytam po co?przeważnie słyszę dla wygody dla oszczędzania czasu /odpowiadam /właśnie dlatego się nie maluje dla wygody i no nie musze. Uwielbiam ten wpis wielkie dzięki za niego .mam nadzieje ze nowa bodajże juz idzie do nas właśnie i eliminacji krokami i wszystkich zaskoczy bo tutaj trzeba będzie pokazać siebie !!a tego ludzie się boją własnego Ja. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ja nie maluję się jak idę do sklepu na zakupy, do pracy daję tylko podkład i puder, a na większe wyjścia dokładam róż, bronzer, ostatnio rozświetlacz i tyle. Oczu nie cierpię malować, ponieważ nienawidzę ich potem zmywać. 😀 Też mnie troszkę śmieszy teraz ta moda na konturowanie, insta brows czy powiększanie o kilka rozmiarów ust kredkami, ale to tylko moda i na pewno minie ;)Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Marysiu, to niesamowite jak pełen zbieżności jest wszechświat. Czytając Twoje ostatnie dwa posty miałam nieodparte wrażenie jak bym słyszała swoje własne myśli, a dokładnie dwa ostatnie spostrzeżenia dotyczące otaczającego mnie świata. Dziś właśnie spotkałam się z dawno niewidzianą koleżanką z pracy. Umawiałyśmy się i kurtuazyjnie zapraszałyśmy do siebie nawzajem od maja i co? I dupa blada. Gryzło mnie to i w zeszłym tygodniu postanowiłam przełamać ten słaby trend, któremu hołduje obecnie cały świat, utrzymywania znajomości i przyjaźni w formie li tylko wirtualnej. Postanowiłam do tej mojej kumpeli ponownie napisać i ponowić zaproszenie dając jej znać, że wcześniej nie robiłam tego przez grzeczność i wyobraź sobie, że spotkałyśmy się w tę sobotę wraz z naszymi prawie ‚rówieśnymi’ dzieciakami i było świetnie. Wystarczyło tylko…ruszyć dupę i się spotkać, zamiast siedzieć w necie. 🙂
    Co do Twojego najnowszego postu, to nie dawniej jak wczoraj gdy nasze 11-miesięczne dziecię udało się wreszcie po wielu ucieczkach z materaca w objęcia Morfeusza, usiedliśmy z moim panem Mężem przed kompem by zobaczyć co tam się obecnie ogląda w polskich internetach i natrafiliśmy na hit ostatnich tygodni: program Asia Express. A że jako dusze empiryczne lubimy sprawdzać wszelkie zjawiska zanim poddamy je ocenie lub wdamy się z innymi w dyskusję na ich temat, to obejrzeliśmy jeden odcinek tego przeuroczego programu. Pomijając aspekt jakości zarówno zawartości, jak i realizacji technicznej tejże produkcji, jedna rzecz uderzyła mnie w twarz, tak, że boli do dziś. Prawie wszystkie bohaterki programu wyglądają jak klony! Rzęsy 1:7, opuchnięte usta, utlenione lub doczepione włosy. Jak tak dalej pójdzie, to nie będziemy w stanie odróżnić jednej od drugiej i to w czasach, w których myślałam, że indywidualizm i oryginalność są w cenie… a one jak takie owce jedna za drugą… smutne to.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Dziewczyny po części macie rację, fakt wytapetowane paniusie wyglądają praktycznie tak samo aż czuć sztucznoscią na kilometr. Ale… czy któraś z Was tych nie malujących się jest naturalnie jasną blondynką z blond rzęsami i brwiami? Nie oszukujmy się przy tym typie urody bez makijażu wygląda się po prostu brzydko jakby bez rzęs i brwi. Dołóżmy do tego cerę naczynkową :/ Mimo że nie jestem zwolenniczką nakładania na siebie tony kosmetyków to nie wyobrażam sobie wyjścia do pracy, znajomych, na imprezę bez ukrycia naczynek i podkreślenia brwi i rzęs. Czasem robię sobie hennę i wtedy na jakiś miesiąc mogę zapomnieć i maskarze i cieniu do brwi. Uważam że wszystko jest dla ludzi, ale wszystkiego należy używać z umiarem. Jeśli ktoś ma naturalnie ciemne brwi i rzęsy może ich nie malować bo je widać. Podobnie z cerą – w miarę ładnej bez większych niedoskonałości nie trzeba ukrywać pod makijażem. Jednak każda z nas chce czuć się dobrze ukryć niedoskonałości czy choćby ślady po nieprzespanej nocy. I nie ma nic złego w delikatnym makijażu ważne by nie przesadzać bo przecież malujemy się by podkreślić naszą urodę a nie by być setnym klonem kogoś.

    Polubienie

  8. Fajny tekst, ciesze sie, ze dochodzicie do ‚odciazajacych’ wnioskow w komentarzach. Serio brzmi to wszystko super. Zastanawiam sie tylko nad tym.. dlaczego w tak wielu przypadkach nierobienie czegos, co do pewnego stopnia odbiera nam (czasem tez innym) wolnosc, staje sie takim szokiem. Jak to jest, ze nie doprowadzanie sie do skrajnosci np. pozerania zwierzat razem z ich wydzielinami, walenia alko do nieprzytomnosci, malowania sie, lamania nog i kregoslupow na szpilkach etc., staje sie dla nas takim odkryciem? Dlaczego zachowania nam zdrowsze (psychicznie+fizycznie), blizsze, latwiejsze i wygodniejsze, sa takim wow, zamiast automatyczna reakcja? Zeby bylo jasne swietnie rozumiem o czym piszecie czesto podobnie sie czulam. Zastanawia mnie tylko wymiar patolstwa jakie wrzucamy sobie na plecy. Love&Piss.

    Polubienie

  9. Odkąd po wielkich bojach i długim leczeniu pozegnalam trądzik(mam nadzieję ) na zawsze, to pierwsza rzeczą która zrobiłam było wyrzucenia w kąt wszystkich podkładów, BB itd. Teraz jedyne czego od czasu do czasu używam to kredka do oczu i tusz do rzęs 😉

    Polubienie

  10. Mnie to zaczyna coś skręcać jak muszę się „wymalować” na jakąś imprezę, czy uroczystość. Najlepsze jest robienie kreski eyelinerem trzęsą mi się wtedy ręce jak rasowemu panu spod monopolowego. Nie lubię i nie potrafię się pomalować, a jak już to zrobię to bardzoo delikatnie.

    Ale co do makijażu myślę, że jest to już narzucone z góry gdzie nie spojrzysz w telewizji czy w gazecie i na ulicy widzimy same GŁADKIE i IDEALNE buziunie bez worów pod oczami, bez zmarszczek, przebarwień i innych historii. A wtedy szczególnie młode dziewczyny popadają w kompleksy i w paranoje bo chcą być idealne i bez skazy.

    Polubienie

  11. Moja skora nie pozwala mi uzywac fluidow i kremow bb. Czasem tylko chowam since gdyz taka mam urode, w makijazu moze wygladam lepiej ale i powazniej i taka za powazna sie czuje,
    ale mysle ze naturalnosc jest bezcenna mimo ze faktycznie wyglada sie jak ktos zaniedbany:) ale i oryginalny i dziwaczny:) iiiiiii czasem mysle ze niektore spojrzenia myslaa ile ona ma lat::???? takie niewiadomo co:)
    Ale Pani bez makijazu wyglada super i ciekawie, wiadomo sa lepsze dni i gorsze lepsze ujecia i mniej korzystne ale chyba to jak wygladamy na zewnatrz zalezy od naszego wnetrza.
    ps. Ten swiezy makijaz na pani Twarzy na okazje imprezy z kolezankami tez jest naturalny i delikatny.
    Ale najbardziej to mi szkoda osob ktore sa uwiezione w makijazu ze bez nie sa w stanie wyjsc z domu, to jest mega smutne.

    Polubienie

  12. Mam a właściwe miałam, przed urodzeniem dziecka, w zwyczaju robić delikatny makijaż, ale zmieniło się to od kiedy urodziłam córkę. Makijaż pozwala mi poczuć się lepiej, po prostu. Cieszę się, że nikt nie widzi wtedy moich przebarwien na twarzy a oczy są trochę większe optycznie. Szczerze? Teraz kiedy się nie maluje – nie mam na to czasu, zresztą nie chce mi się malować jeśli nie wychodzę z domu,to jest mi trochę smutno. O wiele niższa samoocena.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s