JAK PRZETRWAĆ PIERWSZE DNI W PRZEDSZKOLU

DSC_6965.JPG

Kojarzysz ten stan? Lekki atak paniki, duszności, drżące ręce, zimny pot? 20 raz sprawdzasz, czy worek przedszkolaka w chmurki zawiera wszystkie elementy wyprawki, wymienione na liście, którą dostałaś na końcu czerwca. Kapcie, kubek, szczotka do zębów… fuck, zapomniałam podpisać szczotkę do zębów, gdzie jest ten cholerny marker?!

Za chwilę się zacznie pierwszy dzień rozłąki, a ty nie masz zielonego pojęcia jak go przetrwać. Jak będzie wyglądał? Czy będzie traumą? Czy czeka Cię godzina płaczu (dziecka, lub Twojego w samochodzie)?

Witamy, panie i panowie, o to pierwszy dzień przedszkola (choć co do zasady reguły są te same jeśli chodzi o żłobek). 

Pozwólcie, że pomogę wam (wedle swoich możliwości) przetrwać go jak najmniej boleśnie.

KROK 1 – Rozmowa

Owszem, w przypadku żłobkowicza ten krok jest nieco trudniejszy, ale statystyczny przedszkolak w wieku lat trzech jest w stanie przeprowadzić ze swoim rodzicem całkiem logiczną rozmowę. Wbrew temu co pokazuje nam gdy prosimy go o ubranie się, odstawienie talerza po śniadaniu do kuchni, lub posprzątanie zabawek, powinien też rozumieć nasze słowa i przekaz z nich wynikający. W związku z tym, na kilka dni przed początkiem roku (przed)szkolnego warto jest z młodym człowiekiem porozmawiać na temat tego, co się wydarzy. Wiecie, kilka prostych zdań w stylu „W poniedziałek pójdziesz do przedszkola, wiesz co to jest przedszkole?” „Nie, nie na statek kosmiczny” „Nie, nie do sklepu” „Nie, nie mogę ci kupić ciastoliny” „Nie, nie mogę ci kupić loda” „ZEJDŹ ZE STOŁU!”… Kiedy jednak uda nam się skupić uwagę małego człowieka na naszych ustach wystarczająco długo, na serio całkiem wprost opowiedzmy mu o tym co i gdzie go czeka. Wiecie, że będą koledzy, koleżanki, panie, że będą się bawić, rysować, uczyć angielskiego, wszystko jedno. Naprawdę szok dziecka jest dużo mniejszy kiedy jest przygotowane na to co je czeka, i choć może nam się wydawać, że nasze słowa przelatują mu przez głowę nie zatrzymując się w jej wnętrzu na dłużej niż 10 sekund, to jednak wiele mądrości w niej zostaje. Ja nadal pamiętam jak mama mnie uczyła jak sikać trzymając jednocześnie drzwi – w podstawówce do której chodziłam nie było zamka w kibelku (a może był ale bałam się, że jak go zamknę to już nigdy nie wyjdę). Taka prosta mądrość, a profity z niej mam do dziś.

 

KROK 2 – Bądź przygotowany

Ten krok nigdy, przenigdy mi nie wychodził, jednak podobno łatwiej przystosować się do nowej sytuacji, kiedy nie musisz o godzinie 7 rano w pierwszy dzień przedszkola, w panice szukać otwartego Tesco żeby kupić dziecku kapcie. Jeśli wiemy, że młodzieniec lub młoda panna, wybiera się do przedszkola, postarajmy się przygotować wszystkie potrzebne rzeczy już pod koniec sierpnia. Przejrzyjmy uważnie listę wyprawkową, którą dostaje się w każdym przedszkolu (oprócz mojego, ja moją poznałam dziś, znaczy 1 września rano, gdy odstawiałam Teo pod jego salę 😀 ) i po kolei wrzucajmy wszystkie graty do jednej, dużej torby.

Zazwyczaj wyprawka przedszkolaka prezentuje się tak:

  • kapcie (ja preferuję Paputki bo są miękkie i stopa w nich oddycha ale wiem, że są przedszkola, w których jest przykaz wyposażenia dziecka w kapcie z twardą podeszwą)
  • kilka par ubrań na zmianę (wiadomo, dzieciom zdarza się czasem zrobić siusiu w majtki czy pobrudzić zupą 😉 )
  • szczotka do zębów, pasta i kubek
  • kocyk i poduszka na leżakowanie
  • kalosze i kurtka przeciwdeszczowa (w naszym pięknym kraju warto wyposażać dziecko w te jesienne atrybuty przez cały rok, bo wiadomo jakie bywa lato)
  • krem UV/ krem na zimę

 

KROK 3 – Nie pozwól nikomu mówić Ci co masz robić

Teraz będzie trochę serio. Bardzo nie lubię kiedy ktoś mówi mi jak mam pożegnać się ze swoim dzieckiem. Reguły regułami, rozumiem ich zasadność i wiem, czemu w wielu przedszkolach nie pozwala się np. na to, żeby mama przebywała z dzieckiem na sali. Tym bardziej jeśli jest to okres adaptacji, a owe dziecko rozpaczliwie płacze od 40 minut i zasadniczo zaburza całkowicie pracę reszty grupy. Jednak nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem agresywnego wyrywania płaczącego dziecka z rąk rodziców, przekonywanie go (rodzica, nie dziecka) czy wręcz zmuszanie, żeby wyszedł bo „on/a popłacze, popłacze i zapomni”, wypychanie za drzwi i zatrzaskiwanie ich przed nosem. Pamiętajmy, że dla naszych dzieci te pierwsze dni w przedszkolu (pierwsze w ogóle czy pierwsze po przerwie, to nie ma znaczenia) to gigantyczny stres. Nam wydaje się to oczywiste, że „mamusia wróci po pracy”, ale trzylatek nie rozumie ile trwa „praca”, kiedy będzie „po pracy”. Zgodnie z jego czy jej pojmowaniem czasu może to trwać równie dobrze godzinę, jak i tydzień. Dajmy więc naszemu dziecku niezbędny czas na przyswojenie i zrozumienie nowej sytuacji. W pierwszym tygodniu może być tak, że będziecie potrzebować godziny żeby na spokojnie wejść do sali. Zrób więc wszystko co możesz, żeby wam to umożliwić. Jasne, wiadomo, nie zawsze się da, nie każdy ma wyrozumiałego szefa, który zaakceptuje i da wolne. Pamiętajmy jednak, że może czasem warto nawet wykorzystać 2 czy 3 dni urlopu wypoczynkowego na to, żeby dać naszemu dziecku maksymalnie komfortowy start w nowym miejscu. Nie zrozumcie mnie źle, zdaje sobie sprawę z przeróżnych sytuacji więc nie daję wam tu gotowego przepisu do zastosowania w abso-kurde-lutnie każdej sytuacji. Chodzi o to żeby odrobinę otworzyć się na uczucia dziecka i, w miarę swoich możliwości, dopasowanie okresu adaptacji (tego ile trwa, jak wygląda, jak się żegnamy, o czym rozmawiamy etc.) do jego indywidualnych potrzeb.

 

KROK 4 – Nie pozwól nikomu mówić Ci jak masz się czuć Ty, albo jak ma się czuć Twoje dziecko.

Wymyśl sobie zawczasu mądrą i ciętą ripostę na wszystkie głupkowate teksty w stylu:

„Bez przesady, każde dziecko chodzi do przedszkola i jakoś sobie z tym radzi”

„Już nie dramatyzuj, pamiętasz przedszkola z naszych czasów? To dopiero była masakra, a zobacz na jakich super ludzi wyrośliśmy”

„Nie histeryzuj, dobrze mu/jej zrobi trochę usamodzielnienia”

… i tak dalej.

Pamiętaj, że jeśli tylko masz potrzebę poryczeć się, bo Twój maciupki dzidziuś jest już taaaaki duży albo dlatego, że usłyszałaś tuż za furtką przedszkola jakiś płacz i mogłabyś przysiąc, że to Twoje dziecko – usiądź i sobie popłacz. Masz do tego prawo. Rozklejaj się do woli, nawet codziennie przez pierwszy miesiąc. Przeżywanie chwil trudnych dla dziecka nie świadczy o naszej słabości, tylko o ogromie naszej empatii wobec dziecięcych uczuć.

 

Nie pozwalaj też nikomu ośmieszać swojego dziecka. Na idiotyczne teksty z gatunku „taki duży i tak się maże” odpowiadaj krótko ale ostro. I zawsze stawaj w jego/jej obronie. Twój maluch jest… mały (wow, zdanie roku) i ma prawo do tego, żeby tęsknić za mamusią. Zresztą, żadne tego typu przytyki jeszcze żadnemu dziecku nie pomogły faktycznie uporać się szybciej z adaptacją.

W przeciwieństwie do miłości, zrozumienia i czasu.

🙂

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “JAK PRZETRWAĆ PIERWSZE DNI W PRZEDSZKOLU

  1. Love u, kurde, no love u. Ja to przerabiałam w zeszłym roku, więc jestem już w fazie ogólnej radości z powodu przedszkola, ale w zeszłym roku właśnie takie podejście pozwoliło nam przetrwać. Podpisuję się pod każdym zdaniem. Także tym o małym maluchu 🙂

    Polubienie

  2. My własnie w trakcie. W prawdzie żłobek nie przedszkole ale rozmowy z maluchem były tzn. opowiadanie o zabawach , dzieciach, piosenkach , tańcach. Oczywiście dyskusja potrafi być dziwna: jutro pójdziesz się bawić do żłobka z dziećmi – nie – ale będziesz tańczyć, śpiewać, rysować – nie- ale na pewno ?- nie – ale tam będą dzieci – tak – to pójdziesz – nie – i tak w kółko 🙂 Od początku kiedy córkę zostawialismy np. u dziadków zawsze była przyzwyczajana, że tłumaczy się jej co się dzieje, kiedy mama z tatą wrócą np. jak się prześpisz to rodzice już będą. Nigdy nie było ucieczek tylko buzi i papa z powtórzoną informacją kiedy się wróci. Efekt taki, że nie muszę cichaczem wychodzić ze żłobka tylko mówię córce że wychodzę, żegnamy się i idzie się bawić do dzieci. Wiem, że mam ogromnego farta że 14 miesięczny maluszek tak znosi przygodę ze żłobkiem w sumie lepiej to znosi niż ja 🙂 to ja mam ochotę popłakać się 🙂
    W każdym razie dążę do tego, że przyzwyczajenie maluszka do rozłąki wymaga dużo miłości czułości, cierpliwości i czasu dla obu stron.

    Polubienie

  3. Właśnie to przerabiam. wczoraj dziwn pierwszy a mlody poplakiwal i nic nie jadl calt dzień. Nie wtorek czemu ale ja zaczęłam beczeć w domu jak juz go odebralam 😦

    Polubienie

  4. Ja to przepłakałam cały tydzień, miałam wyrzuty sumienia, że może to jeszcze nie ten czas, że może sobie nie poradzi…. Ale dziś jestem dumna gdy synuś do mnie mówi ” Dziś to na pewno nie będę płakać” i leci uradowany do swoich nowo poznanych kolegów i koleżanek. Przedszkole to jednak suma sumarum piękna sprawa 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s