5 POCIESZAJĄCYCH MYŚLI NA OKAZJĘ BUNTU DWULATKA

FullSizeRender

 

Tak, tak, Teo ma już co prawda 3 lata, ale nie zmienia to faktu, że nadal jest mistrzem w urządzaniu popisowych histerii i scen rodem z „Egzorcyzmów Emily Rose”. W okolicznych sklepach i na placach zabaw już nas rozpoznają, a ja niedawno pomyślałam, że może powinnam sobie przygotować koszulkę z napisem „Tymańscy przepraszają za Teo” 😉

Kiedy młodzian jest w swojej fazie krzyku, walenia wszystkimi kończynami na prawo i lewo i generalnym „NIE” skierowanym do całego świata, staram się odwiedzać myślami same piękne miejsca, takie z palmami i białym piaskiem… Albo liczyć pieniądze, jakie mogę w tym miesiącu wydać na ubrania, czy klasycznie odliczać od 1 do 10… tak ze sto razy.

Luna z kolei dwóch lat jeszcze długo nie będzie miała, ale wzrastając w otoczeniu wspaniałego wzorca do naśladowania (w postaci starszego brata, naturalnie), postanowiła wejść w okres buntu cokolwiek wcześniej. Czasem zastanawiam się, czy oznacza to, że tenże bunt się odpowiednio wcześniej zakończy. Niestety zarówno moja świadomość, jak i podświadomość, bez wątpienia odpowiadają „NIE” (a konkretniej „ni chu…” ale na blogu wypada być poprawnym językowo i politycznie).

Są takie chwile (np. dziś, kiedy oberwałam lecącym, plastikowym śrubokrętem centralnie między oczy, ze świadomością, że a) niezłego ma cela mój syn, oraz b) 1,5 cm w lewo bądź w prawo i byłabym matką-cyklopem), kiedy bardzo potrzebuję tych kilku kojących myśli. Takich otulających mój umysł, jak polarowy kocyk z IKEI. Nie będę samolubna i podzielę się nimi, mając nadzieję, że przyniesie to pożytek wszystkim czującym istotom (how buddhist am I), a matkom w szczególności.

  1. On/a wcale nie chce źle

Wiem, wiem, to przecież oczywiste. Ale czy na pewno? W czasach kiedy absolutnie normalne i (niepokojąco) popularne jest twierdzenie, że trzymiesięczny niemowlak „wymusza”, „terroryzuje” oraz z pełną premedytacją pogrywa rodzicami (tak, aby zmusić ich do siebie-noszenia), głośne powiedzenie, że dwu, czy trzylatek naprawdę nie chce zamienić życia swoich rodziców w koszmar, jest dość rewolucyjne. Wbrew temu co moglibyśmy wywnioskować z zachowania naszych dzieci, one naprawdę pragną szczęśliwej, spokojnej i harmonijnej rodziny. Każdy atak histerii, wierzgania i gryzienia, wypala ogrom energii i jest gigantycznym wysiłkiem psychicznym i fizycznym. Dla takiego malucha to jak wejście na emocjonalny Mount Everest. Nie posądzajmy go więc o to, że planował swój wyskok od miesięcy, dopracowując jego szczegóły.

Kiedy popatrzymy na nasze dziecko przez pryzmat miłości i zrozumienia, zobaczymy, że ono nieustannie boryka się z oporem materii, którego nie rozumie. Trudno się dziwić, że wywołuje to u niego frustrację. Nas przecież też wku…a, kiedy nie możemy poleżeć dłużej rano w łóżku, kiedy musimy wykonywać kolejne idiotyczne polecenie szefa, albo kiedy nasz partner postąpi kompletnie inaczej, niż tego oczekiwaliśmy. Nabyliśmy jednak umiejętność tłumienia naszych emocji – a to właśnie jest skill, którego dzieciom zwyczajnie brakuje.

 

2. Jeszcze rano był/a taki/a słodki/a

W tej sytuacji przydaje się telefon, albo komputer z dostępem do ostatnio zrobionych super słodkich zdjęć naszego dziecka. Wiecie, tych gdzie je loda, uśmiecha się pełną paszczą swoich szczerbatych zębów, czy bawi się z kotkiem sąsiada. Wtedy, gdy tylko materializuje się przed nami dwuletni wyjec, właśnie odstawiający spektakl stulecia pod naszymi nogami, wyciągamy telefon i szybciutko przypominamy sobie, że nasze dziecię to nie demon, tylko słodki cherubinek (z lekką dwubiegunówką). Z własnego doświadczenia powiem, że zazwyczaj wystarczy 10 zdjęć i człowiek kompletnie zapomina o tym, co wydarza się w parterze. Potem można z nową energią małego człowieka przytulić, wysłuchać i pogłaskać po głowie.

 

3. Inni mają gorzej

Wiem, że to kontrowersyjna metoda. Kojarzy mi się trochę z tą sytuacją, kiedy dziecko nie chce zjeść obiadu a mamusia stoi nad nim i ze szczegółami opowiada mu o murzyniątkach z wypukłymi brzuszkami, które dały by się pokroić za kawałek schabowego z mizerią. Dla dziecka to czysta abstrakcja po prostu. Jednak dla nas, dorosłych, posiadających umiejętność porównywania i wnioskowania, może być przydatne uświadomienie sobie tego, że atak dzikiej frustracji naszego syna czy córki, jest serio niczym w porównaniu z tym, co przeżywają matki np. autystyków. I tu naprawdę nie chodzi o to aby poczuć się „lepszym”. Czasem zwyczajnie warto podziękować losowi, Bogu, czy czemukolwiek w co się wierzy, za to, że to są najtrudniejsze sytuacje w naszej codzienności.

(wow, ale serio się zrobiło, przejdźmy więc do punktu 4 ;D)

 

4. Już za 1/2/3/4/… godziny kąpiel

Działa za każdym razem. Takie pokrzepiające spojrzenie na zegarek i uświadomienie sobie, że jest już 17, co z kolei oznacza, że najpóźniej za 4h zasiądę na kanapie z komputerem, serialem, bekonowymi prażynkami i herbatą malinową. Oto, co daje mi energię którą mogłabym zasilić przynajmniej jedną, małą elektrownię. Koniec końców, jak jest na serio bardzo źle, ostatnie godziny można zawsze spędzić na fotelu, dzieciom serwując wieczorną dawkę Dory Odkrywczyni czy innego Psiego Patrolu. Potem to już tylko kolacja, kąpiel, trauma w postaci mycia zębów i finalny sen razem z dziećmi w otoczeniu maskotek… oh, wait, miał być czill na kanapie. No tak, ten rozpoczynam czasem o 1 w nocy, tuż po przebudzeniu w ubraniu pod kocykiem Luny 😀

 

5. Jeszcze tylko kilka lat

Tę kojącą myśl zostawiłam na koniec, bo jest jednocześnie kojącą, jak i najbardziej traumatyzującą. Kiedy serio mam dość proszenia dwudziesty raz o założenie butów, kiedy znowu muszę myć tyłek i pół salonu z kupy, bo obywatel nie może się zaprzyjaźnić z nocnikiem, kiedy przygotowuję trzecią wersję śniadania bo poprzednie dwie zostały odrzucone przez kulinarny skład jurorski rodem z Masterchefa, powtarzam sobie, że to wszystko trwa tylko chwilę. Są niemowlakami, toddlersami, przedszkolakami czy cokolwiek, przez prawdziwy ułamek sekundy. Za chwilę będą nam sięgać powyżej pasa, formułować zdania wielokrotnie złożone, wyrażać względnie precyzyjnie swoje potrzeby – i nasza komunikacja stanie się zdecydowanie łatwiejsza. Bunt dwulatka? Będziemy musieli sprawdzać w wikipedii co to też było takiego.

A potem wyrosną bardziej i będą sięgąć do naszej pachy, szyi, oczu… i nas przerosną… i będą mówić, żebyśmy wypadały z ich pokoju, będą wracać ze szkoły 4 godziny później niż miały, będą rozpirzać na głupoty swoje kieszonkowe, kłócić się z przyjaciółmi, zakochiwać, odkochiwać, trzaskać nam drzwiami przed nosem i mówić, że się na świat nie prosiły. A za lat kilkanaście wyprowadzą się na studia, zostawiając nas w idealnie czystym, spokojnym i cichym domu.

To co, może ten bunt dwulatka jednak nie jest jednak taki najgorszy? 😉

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s