WYPRAWKA NA SPOKOJNIE

11218623_10206241479413339_4080708613482665941_n

(fot. Karolina Maua Kalinowska / Maua Fotografia )

Zabieram się do tego posta już od dawna, od kiedy moja bliska znajoma, która jest w połowie ciąży, zadała mi TO pytanie – „Słuchaj, a co właściwie jest mi potrzebne przy dziecku?”.

Tak naprawdę powaga tego pytania manifestuję się dopiero tym, którzy faktycznie doświadczają konieczności dokonania dzidziusiowych zakupów. Niby wszystko jest oczywiste – przydałby się jakiś wózek, odzież, pampersy… Jednak potem nieświadomy niczego człowiek przestępuje próg jednego z wielkopowierzchniowych źródeł zgryzoty, typu Smyk, i traci poczucie stabilności psychicznej. 3 piętra WSZYSTKIEGO, wszystkiego najpotrzebniejszego, i bądź tu człowieku mądry. Albo bądź milionerem. Lub oba powyższe na raz.

 

Osobiście, jestem fanką teorii, że w zakupach dla noworodka warto zachować maksymalny umiar. Naturalnie nie jest to popularna teoria. Tym bardziej u tych mam, które na moment zakupu pierwszych śpioszków czekają już od czasu odstawienia do piwnicy ostatnich Barbie i lalek bobasów. W końcu przydarzyła się im PRAWDZIWA lalka i prawdziwe gadżety. Hulaj dusza, piekła nie ma!

Niestety jednak później okazuje się, że nasz dom tonie w jakiejś nieprawdopodobnych ilościach niezidentyfikowanego czegoś, a my oglądamy ze zgryzotą dno pustego portfela.

Niesiona nabytą przez lata macierzyństwa ( 😀 😀 😀 ) mądrością postanowiłam więc podzielić się z wami sprawdzoną, rzetelną i naprawdę esencjonalną wyprawką. Jeśli coś mi jednak umknie w ferworze minimalizmu, zapraszam do dodawania sugestii w komentarzach. Będziemy edytować 😉

 

  1. UBRANIA

Pierwsza, podstawowa kategoria to ubrania. Ponieważ w tym poście skupiam się na wyprawce dla noworodzia, napiszę o porcji ubranek w rozmiarach 56 (standardowy dzieć prosto z brzucha nosi takowy) do 62. Następnie można kupować wedle zapotrzebowania – jedni bowiem wolą śpioszki, inni pajacyki a jeszcze inni spodenki i bodziaki.

  • 6 bodziaków z krótkim rękawem
  • 6 bodziaków z długim rękawem
  • 12-15 pajacyków / śpioszków + bluzek z długim rękawem  / 8-10 par spodenek i bluzek bawełnianych z długim rękawem + 2-5 pajacyków (ja osobiście wolałam ubierać Lunę w dzień w spodenki i bluzkę, a pajace zakładałam na noc)
  • 6-8 par skarpetek
  • 2 bluzy, najlepiej bez kaptura
  • 2 czapki (ciepłe lub cienkie zależnie od pory roku)
  • podobnie jak wyżej, zależnie od pory roku dodajemy:

–> kombinezon zimowy na zimę

–> cienkie t-shirty na lato

 

2. KOSMETYKI

Jestem fanką naturalnej pielęgnacji noworodka, dlatego staram się używać jak najmniej mazideł, a jeśli już po jakieś sięgam to takie, o sprawdzonym składzie. Ma to znaczenie zwłaszcza przy delikatnej skórze noworodka (Teo można już spokojnie wymoczyć w najgorszym, syfiastym płynie do bąbelków z Zygzakiem McQueenem na opakowaniu, a jego pancerna skóra nawet nie zareaguje 😛 ).

Osobiście polecam bardzo całą serię Babydream z Rossmanna. Jest tania i ma naprawdę fajny skład.

  • płyn do kąpieli lub olej kokosowy (dodajemy odrobinę wody, to rozwiązanie bywa problematyczne u długowłosych niemowlaków, bo sprawia, że ich włosy wyglądają na przetłuszczone)
  • balsam do ciała lub olej kokosowy
  • krem do pupy – polecam linomag lub… a to zaskoczenie!… olej kokosowy 😉
  • zasypka na odparzenia lub… haha, nie prawda bo… mąka ziemniaczana 😛
  • nożyczki do obcinania paznokci
  • na wszelkie problemy skórne krem Cutishelp MiMi Egzema

 

3. APTEKA

To dość kontrowersyjny temat, ponieważ wiele mam uważa, iż wraz z przybyciem dziecka konieczne jest wyposażenie apteczki tak, jakbyśmy właśnie wyprowadzali się z noworodkiem do puszczy z dala od cywilizacji, i tam planowali przetrwać pierwszą, dziecięcą infekcję. Prawda jest jednak taka (choć może będzie to dla niektórych szok), że większość z nas ma relatywnie łatwy dostęp do całodobowej Apteki. Leki mają to do siebie, że się psują, a szkoda wyrzucać pełne opakowania magicznych syropków i innych cudactw, które wcale nie są tanie. W związku z tym ograniczyłabym się do absolutnego minimum w wyprawkowych zakupach aptecznych (tu nie uwzględniam zakupów wyprawki dla mamy do porodu i po porodzie bo to inna bajka):

  • sól fizjologiczna
  • czopki z paracetamolem lub ibuprofenem

Tak. To wszystko. Szok? 😮

 

4. SPRZĘTY – tu nie będzie prostej listy, a raczej trochę doradzania i odradzania 🙂

  • Na sam początek wyjadę z najbardziej kontrowersyjnym tematem, czyli z łóżeczkiem. No tak, różne są koncepcje na ten temat. Czy spanie z dzieckiem to zło i najszybsza droga do bezlitosnego przyduszenia malucha, czy też może konieczność, niezbędna do zbudowania prawdziwie bliskościowej relacji. Moja odpowiedź jest taka – whatever works (za Woodym Allenem powtarzając). Teo nie chciał spać ze mną, wściekał się, odpychał, świrował. Dopiero koło 18 miesiąca życia poczuł miętę do wspólnego legowiska 😉 Luna natomiast, jako rasowy przylepiec, nie opuszcza mojego wyrka od 14 miesięcy, tzn od dnia kiedy wylazła z brzucha i prosto z domowej wanny przeniosła się pod moją kołdrę. Fakt, że teraz, kiedy jest już starsza, zasypia w swoim łóżeczku i potrafi w nim spać do 2-3 w nocy, ale potem obowiązkowo mnie woła i włazi pod moją pachę (tak, tak, pod pachę). W tym ludzkim ying-yangu funkcjonujemy jak prawdziwie symbiotyczny organizm i to jest super najcudowniejsze. Jestem natomiast w stanie sobie wyobrazić co najmniej sto powodów, dla których ktoś może nie mieć ochoty spać z dzieckiem. Klucz w tym, żeby umieć racjonalnie rezygnować ze swoich potrzeb, i tak samo racjonalnie domagać się ich poszanowania. Podsumowując więc – czy potrzebne wam będzie łóżeczko? Nie wiem. Ja bym go w pierwszych dniach, czy nawet miesiącach, nie kupowała. Według mnie jest to ekstremalnie upierdliwe żeby wstawać i odkładać bobasa, skoro można z nim spać przymocowanym do piersi (zmieniając tylko strony zależnie od poziomu opróżnienia zbiornika 🙂 ). Łóżeczko można też przecież zawsze dokupić, w dobie Internetu nie trzeba nawet w tym celu wychodzić z domu. Opcja ta jest oczywiście ryzykowna – możecie skończyć z małą przylepą, która nie zechce się później nigdzie przenosić 😉 Jak co złego to nie ja.
  • Wózek to nie mniej kontrowersyjna sprawa 😀 Przy Teo obowiązkowo, jak nakazują matczyno-ciążowe poradniki wszelkiej maści, kupiłam piękny, błyszczący bolid 3w1 – gondola, spacerówka i fotelik samochodowy. Moja nikła wiedza na ten temat spowodowała, że fotelik był beznadziejny – te „wózkowe” niestety zazwyczaj takie są. Tak naprawdę jest tylko kilka firm, których nosidełka (foteliki 0-13kg) są bezpieczne. Z tego co wiem w tym rankingu przoduje Maxi Cosi. Każdemu kto chce fotelik nabyć doradzam wycieczkę do porządnego sklepu i zapytanie wykwalifikowanego doradcy o polecane modele. Jeśli natomiast chodzi o pozostałe elementy wózka – no cóż, Teo użył ich może 10 razy. Gondola? Dobre sobie. To dziecko nie spało nigdy i nigdzie poza moimi rękami, przy szumie odkurzacza, podczas bujania na piłce. Spacerówka? No spoko, tylko człowiek wyrósł z niej po 2 miesiącach używania.
    Przy Lunie byłam mądrzejsza – nie kupowałam w ogóle gondoli. Fotelik Maxi Cosi Cabrio Fix dostałam od siostry. Spacerówkę, i to zaaaajebistą (Bumbleride Indie, polecam KAŻDEMU, limuzyna a nie wózek!) miałam po Teo. Wyposażyłam się więc tylko w chusty. Dużo, dużo chust 😉
    Nasze pierwsze spacery w trio wyglądały więc tak (wybaczcie twarz, to było chyba pierwsze wyjście z domu z Lunką, a ja byłam jeszcze poporodowym mombie z twarzą a la ziemniak 😉 ):

Zrzut ekranu 2016-06-11 o 23.38.48

  • Elektroniczna niania – tak, jestem fanką. Przy pierwszym dziecku bardzo uspokajał mnie widok śpiącego człowieka na ekranie – miałam pewność, że wszystko jest z nim OK (choć oczywiście zaczął spać sam dopiero jak miał kilka miesięcy 😀 ). Czasem sprawdzałam na zbliżeniu czy na pewno oddycha 😉 Natomiast za zbędny wydatek uważam monitor oddechu.
  • Przewijak – Jeśli już to kupowałabym taki nakładany na łóżeczko – jest tani i zajmuje mało miejsca. Ja wolałam przewijać Lunę na łóżku, kanapie, dywanie czy gdzie tam akurat byłam. Przy Teo używałam przewijaka na łóżeczko po kąpieli.
  • Termometr dotykowy
  • Inhalator (niezbędny przy każdej infekcji)
  • Kocyki – jestem psychofanką kocyków. Mogłabym je kolekcjonować, rozwieszać na meblach, spać w nich i się w nie ubierać. Moja ocena nie będzie więc chyba racjonalna, ale postaram się… myślę, że wystarczą wam 4 kocyki – dwa cieńsze i dwa grubsze.
  • Pieluszki tetrowe/bambusowe – 10 szt.
  • Leżaczek Babybjorn – magiczne ustrojstwo, które można bujać nogą podczas czytania książki albo zatapiania się po same uszy w fejsbuku. Love po stokroć!

 

Wpis zakończę zdjęciem bardzo małej Lunki. Jeśli o czymś zapomniałam to przepraszam, ale próbuję sklecić tę notkę od 2 godzin, siedząc pomiędzy Tymonem, a Lukasem (mój najstarszy pasierb), którzy oglądają Gwiezdne Wojny i ciągle przerywają mi pytaniami z serii „Kto jest bardziej sexowny, dziadek czy Chewbacca?”, „Czy zauważyłaś, że Vader wygląda jak Jurand ze Spychowa?”, „Czy wiecie, że wyglądacie jak klocki Lego”,”Kto jest policją mózgu?”.

I tym pozytywnym akcentem…

Zrzut ekranu 2016-06-12 o 00.02.29

 

 

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “WYPRAWKA NA SPOKOJNIE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s