AH ŚPIJ, KOCHANIE… czyli wszystko, co wiem o usypianiu niemowląt

N61S9S9XGC

To jest notka z gatunku „jeśli napisałabym ją pół roku temu to byłabym winna depresji u ponad połowy czytelników” 🙂 Na szczęście zostawiłam sobie ten, jakże nośny, temat, na moment, kiedy kwestia usypiania została, mniej więcej, w naszym domu opanowana.

Nie będę was trzymać w napięciu i powiem od razu na wstępie, że moje dzieci były naprawdę bardzo trudne jeśli chodzi o kwestie około-senne. Zarówno Teo, jak i Luna, od pierwszych dni swojego życia manifestowali bardzo stanowczo to, że sen nie jest numerem jeden na ich liście priorytetów. Kończyło się to zazwyczaj drzemkami po 10-15 minut, i nieustającym rykiem/płaczem/jęczeniem (zależnie od fazy księżyca, chyba) wynikającym – a jakże – z permanentnego zmęczenia. Lecz cóż z tego, bo weź, spróbuj wytłumaczyć niemowlakowi, że choć kompletnie o tym nie wie, to jest bardzo zmęczony i powinien iść spać. Nie ma słów, nie ma metod.

No właśnie? A może jednak?Czytaj dalej »

Reklamy

TO JUŻ ROK czyli WSPOMNIENIA Z PORODU DOMOWEGO

1

Niewiele brakowało, a wyrobiłabym się z postem na czas – czyli na wczoraj, kiedy to urodzona w domu Luna, obchodziła pierwsze urodziny. Niestety jednak postanowiłam pojechać i kupić dzieciom dwa nowe foteliki samochodowe… zdobywając tym samym nowe (poważnie traumatyczne) doświadczenie, które zasługuje na całkowicie nowy, fotelikowy post (soon to come).

Tymczasem post melancholijny i wspominkowy. Post, o który kilka z was prosiło. Post bardzo personalny. Wspomnienia z mojego drugiego porodu, który odbył się całkowicie w domu. A więc było to tak…Czytaj dalej »

SZTUKA SPRZĄTANIA

06FF138848

Dziś wpis, który powinien mieć roboczy tytuł „nie śpię bo sprzątam chlew”. Choć,żeby być w pełni w porządku wobec czytelników to może „nie piszę sumiennie notek na bloga, bo sprzątam”. True story.

Moja radosna egzystencja jako chu..ej pani domu skończyła się kilka dni temu kiedy, w poszukiwaniu nowej lektury, sięgnęłam po „Sztukę Sprzątania” Dominique Loreau. Zdecydowanie sprzątanie to czynność, z którą było mi od zawsze wybitnie nie po drodze. Moja mama, kiedy jeszcze mieszkałam w rodzinnym domu, zwykła mówić, że jeśli w końcu posprzątam furę ubrań leżących na fotelu, ze zdziwieniem odkryję, że pod spodem siedzi jakaś koleżanka, która wpadła z wizytą miesiąc wcześniej. Porządkowanie rzeczy, składanie, wkładanie na miejsce, segregowanie a przede wszystkim regularne utrzymywanie jakiegoś ładu, to były dla mnie rzeczy nieosiągalne. Niezależnie od tego jak bardzo bym nie chciała, złożenie spodni po zdjęciu ich z tyłka i schowanie na półkę wydaje mi się okropnie czasożerne i zupełnie niepraktyczne. A co dopiero konkretne, domowe prace porządkowe…

A wtedy przeczytałam JĄ.Czytaj dalej »