NASZE SPOSOBY NA CHOROBY

EnF7DhHROS8OMEp2pCkx_Dufer food overhead hig res

Tym razem zapraszam na post z serii Praktyczne Rady Babci Marysi 😛

Nie ma co temu zaprzeczać – sezon chorobowy trwa w najlepsze. Jak co roku zaczął się już w październiku, a końca wciąż nie widać. To, co dzieje się z pogodą, czyli brak sensownej, mroźnej i długiej zimy, która miałaby moc wymrożenia całego tałatajstwa, stawia nas na z góry przegranej pozycji. Wirusy i bakterie mają super warunki do mutowania się, i otwartą drogę do ataku – na dworze jest ciepławo i wilgotno, my zaś jesteśmy niedospani i osłabieni brakiem słońca. Jeśli jakimś cudem dzieciakom udaje się przetrwać pierwsze dwa miesiące we względnym zdrowiu, potem i tak dopada ich jakieś paskudztwo.

My mamy to szczęście w nieszczęściu, że udaje nam się odpierać skutecznie ataki bakterii. Wirusy szaleją po naszym domu bez opamiętania, ale wirusa, jak to wirusa, dajemy skutecznie radę pozbyć się bez antybiotyków i ciężkiej, aptecznej artylerii. No więc, do dzieła – co u nas sprawdza się najlepiej w trakcie przeziębieniowego (jest takie słowo? jak nie to już jest) sezonu?

Przede wszystkim jednak, pamiętajcie proszę o tym, żeby w razie jakichkolwiek wątpliwości, lub braku poprawy stanu dziecka przez 3-4 dni, skonsultować się z lekarzem! Są rzeczy, których nawet najbardziej czujni rodzice nie są w stanie wykryć. Czasem trzeba po prostu obywateli osłuchać czy zajrzeć do ucha, a do tego przydaje się człowiek ze sprzętem 🙂

Oto co my robimy, zanim wezwiemy do domu naszą, swoją drogą cudowną, pediatrę:

  1. Podstawowe oględziny tj. prosimy małego człowieka o szerokie „AAAA” i zaglądamy do paszczy. Jeśli gardło jest  różowe lub czerwone – nie jest źle, możemy próbować działać sami. Jeśli widzimy biały nalot sprawa jest trudniejsza i najprawdopodobniej będzie konieczny antybiol. Następnie macamy uszy – wystarczy lekko 😉 Jeśli mamy przypadek zapalenia ucha gwarantuję, że nawet najmniejszy dotyk wywoła ból.
  2. Jeśli mamy do czynienia z utrzymującą się, wysoką gorączką, a brak jest innych objawów (kataru czy kaszlu) badamy mocz. Jeszcze do niedawna konieczne było zanoszenie pojemniczka do laboratorium. Na szczęście ROSSMAN przybył nam z pomocą, znajdziemy bowiem u nich domowe testy na ZUM (Zapalenie Układu Moczowego). W zestawie są dwa paseczki do badania. Paseczek po prostu wkładamy do zebranego moczu (tak, wiem, zbieranie moczu to temat na całą oddzielną notkę 😉 ) i obserwujemy czy zmieni kolor. Jeśli mocz jest OK to czekamy do trzeciej doby i wypatrujemy wysypki typowej przy tzw. trzydniówce. Mało rodziców wie, że wirusy wywołujące trzydniówkę są dwa, jeśli więc wasze dziecko już ją przechodziło, a ponownie pojawiają się podobne objawy, zachowajcie spokój. Może to być powtórka z rozrywki.
  3. Wygrzewamy i nawadniamy małego człowieka.
  4. Serwujemy sprawdzony koktajl lekarstw i domowych mikstur (o szczegółach poniżej).

Dodatkową mam jedną, prostą zasadę – nie zabieram krasnali do przychodni. Nigdy. Myślę sobie tak – jeśli dziecku nic nie jest, to nie ma takiej potrzeby. Jeśli natomiast coś faktycznie dzieciaka bierze, to wizyta w miejscu, w którym mamy mieszankę wszelkich możliwych zarazków, może być nieciekawa w skutkach. Pójdziemy z przeziębieniem, a wrócimy z rotawirusem, grypą i ospą. Polecam każdemu rodzicowi znalezienie w okolicy pediatry, który dojeżdża do domu. Sprawa, naturalnie, ma się gorzej jeśli korzystamy z publicznej przychodni, lub jeśli mamy wykupiony pakiet medyczny w prywatnej placówce (zazwyczaj obejmuje on tylko kilka wizyt domowych w roku). W naszym przypadku prosta kalkulacja wykazała, że bardziej opłaca się zapłacić raz na jakiś czas 150zł za wizytę domową, niż regularnie wykupować w aptece wszelkie możliwe lekarstwa na kilogramy, które wypisywali nam „zwykli” pediatrzy ;).  Fakt, że nie należę do grupy rodziców panikujących i wizyty lekarza nie traktuję jako obowiązkowego elementu każdej infekcji 😉 .

OK, no więc siedzimy z latoroślą i jej lejącym się glutem w domu, przy okazji oglądamy bez przerwy bajki i mózg leje nam się razem z katarem. Co dalej? Zamiast całkowicie bezczynnie czekać na zmasowany atak limfocytów i testować siłę dziecięcego układu immunologicznego, warto podjąć jakieś działania w celu glutoukrócenia. Oto nasza lista chorobowych must-have (czuję się jak blogerka modowa używając tego sformuowania ❤ ):

  1. PYROSAL – czerwony syropek, który pamiętają jeszcze nasze mamy. Prosty skład, w który wchodzą przede wszystkim: wyciąg z lipy,  z czarnego bzu i podbiału. Jest też jeden składnik kontrowersyjny – wyciąg z kory wierzby. Różne są na jego temat opinie, bo kora wierzby to po prostu naturalna aspiryna. Na temat aspiryny zaś na pewno każdy z was słyszał wiele złego. No cóż, ja Pyrosal kocham, i biedna wierzba mi nie przeszkadza 🙂
  2. Seria SOLBABY – przede wszystkim Solbaby Katar, spray do nosa z tymiankiem i propolisem. Propolis to cudowny prezent, jaki dają nam pracowite pszczółki przy okazji produkcji miodu. Jest jednym z najsilniejszych i najbardziej efektywnych środków bakterio i wirusobójczych. Wpsiknięty do nosa razem z tymiankiem robi super robotę, zarówno na zatkany nos jak i na lejącego się, metrowego gluta po pas. Solbaby ma też w ofercie genialny syrop na kaszel, Solbaby Tussi. Działa zarówno na kaszel mokry, jak i suchy. Znowu mamy tu tymianek, ale też dużo miodu i pędy świerku. Wszystko to działa jak opatrunek na podrażnione drogi oddechowe, a dobrej jakości miód przy okazji poprawia odporność.
  3. INHALOL lub OLBAS – olejki eteryczne. Nie ma nic lepszego niż kilka kropel intensywnego olejku wkroplonych do miseczki z wrzątkiem lub na poduszkę chorego delikwenta. Przetyka wszystko, sprawdzone info.
  4. STODAL – homeopatyczny syrop na kaszel. Opinie na temat homeopatii są podzielone. Jedni widzą w niej szarlatanerię, inni cudowność dobrą na wszystko. Ja jestem gdzieś po środku. Przychylnym okiem patrzę na homeo od kiedy Camilia była jedynym lekiem kojącym ból ząbkowania u Teo. Stodal zaś jest syropem, który wielokrotnie powstrzymał naprawdę mega upierdliwe ataki kaszlu u dzieciarni. Jeśli nie jesteście przekonani do homeopatii, pomyślcie tak jak ja za pierwszym razem – co mi szkodzi spróbować?
  5. Herbata z maliny i lipy. Najlepiej kupić w sklepie zielarskim prawdziwe liście, ale od biedy sklepowa, torebkowa też zadziała. Lipa ma przede wszystkim działanie rozgrzewające, a rozgrzewanie to najważniejsza rzecz na drodze do ozdrowienia. Malina natomiast jest po prostu pyszniutka. Herbatę słodzę miodem, co robi bardzo dobrze na podrażnione gardło, tak przy infekcjach anginopodobnych, jak i przy uporczywym kaszlu.
  6. PumoVap lub Vicks – maści rozgrzewające. Pamiętam jak byłam mała i chora i lądowałam u babci. Babcia zawsze smarowała mnie, niemal całą, od stóp do głów, VicVaporub. Od razu robiło mi się cieplutko i lepiej mi się oddychało. Tu znowu ma zastosowanie zasada rozgrzewania. Przy okazji dziecko pięknie nam pachnie sklepem zielarskim 😉 Stosując maści rozgrzewające pamiętajmy jednak zawsze o tym, żeby dostosować maść do wieku chorego. Wysmarowanie niemowlaka grubym kalibrem może się skończyć niewesoło dla jego delikatnej skóry!
  7. Inhalacje z soli fizjologicznej. Dobry inhalator/nebulizator to podstawowe wyposażenie każdego rodzica. Inhalacje nawilżają układ oddechowy i pomagają w pozbywaniu się niechcianej flegmy. Dobrze jest też dziecko po inhalacji oklepać. W tym celu przewieszamy nieszczęśnika przez kolano głową w dół i oklepujemy dość konkretnie plecy od środka w stronę w karku (rękę składamy w łódeczkę). Oczywiście nie tłuczemy po nerkach 😉 Jeśli mamy wątpliwość jak zabieg wykonać, możemy przeczesać youtube. Na pewno jest tam jakiś film instruktażowy (od czasu kiedy leżąc w szpitalu, znalazłam na yt filmik z operacji drenażu ropnia piersi, jestem pewna, że jest tam absolutnie WSZYSTKO).
  8. Czosnek, imbir, cebula. Te cudowne roślinki wpychamy pacjentom do każdej, możliwej potrawy. Jak się uda to można dać odrobinę czosnku na kanapkę, z cebuli robi się rewelacyjny syrop (genialny na kaszel) a imbir wyśmienicie pasuje do herbaty.
  9. Rosół. Tak, tak – stary, dobry, babciny rosół. Jeśli ktoś chce zaszaleć i potrzebuje być bardziej orientalny, to polecam również zupę mocy wg 5 przemian z przepisu Iw czyli Matki Smakoterapii (dostępny TU ). Dobra, ciepła zupa ma w sobie prawdziwą moc, dużo większą niż najdroższe i najlepsze kolorowe flakoniki z apteki. Taką zupę można, chętnemu do współpracy, pacjentowi serwować nawet 3-4 razy dziennie 🙂
  10. Witamina D. Nie wszyscy o tym wiedzą ale magiczna witamina słońca, jak często nazywa jest wit. D, to bardzo ważna rzecz dla funkcjonowania układu odpornościowego. Warto zawsze, przy okazji kontrolnego badania krwi (które jak wiadomo robimy przynajmniej raz do roku 😉 ) zbadać sobie i dzieciarni poziom wit. D. W naszym szarym i pozbawionym słońca kraju, należy tę witaminę suplementować przez cały okres jesienno-zimowy. Jeśli dzieć będzie miał dużo tej witaminki, jego organizm będzie dużo silniejszy (a mój wpis stanie się wtedy dla was kompletnie bezużyteczny 😉 ).

A teraz bardziej kontrowersyjna część notki. Czego absolutnie nie używam?

  1. Neosine/Groprinosin. Leki zawierające isonasinum pranobex jako substancję czynną, to bardzo silne leki stymulujące układ odpornościowy. Kiedyś były na receptę, a przepisywano je ludziom poważnie chorym, u których zalety z podania przewyższały wady. Dużą grupą osób, które przyjmują takie cuda, są osoby zarażone wirusem HIV. Z moich obserwacji wynika, że Neosine czy Groprinosin, działa rewelacyjnie dopóki się je podaje. Problem zaczyna się, kiedy chcemy lek odstawić, a infekcje wracają ze zdwojoną siłą. Niestety przeczesałam internet i nie znalazłam żadnych sensownych badań na ten temat. Szkoda. Możliwe więc, że to tylko moja fantazja, oparta na wiedzy z pro-naturalnych for internetowych 😛
  2. Pulneo i inne syropy zawierające żółcień pomarańczową. To jedna z sytuacji, które mnie absolutnie bulwersują. Niewiarygodne, że w Polsce wciąż dostępne są leki wycofane, przynajmniej dla dzieci, w większości cywilizowanych krajów. Żółcień pomarańczowa to substancja, która zgodnie z wynikami badań, powoduje m.in. pokrzywkę, zapalenie błony śluzowej nosa, przekrwienie błony śluzowej nosa, alergie, nadpobudliwość, guzy nerek, uszkodzenia chromosomów, bóle brzucha, nudności i wymioty, niestrawność i niechęć do jedzenia. Obecnie jest całkowicie zabroniona w Norwegii i Finlandii. A u nas? Mniam mniam, w sam raz do syropku dla dzieci ❤

 

Powyższa lista sprawdza mi się zarówno u obydwu nieletnich osobników, jak i u tych starszych, już od dłuższego czasu. Nie należy, jak wiadomo, chwalić dnia przed zachodem słońca, ale – tfu tfu – moje dzieci jeszcze nie wiedzą, co to jest antybiotyk. Głęboko wierzę, że stosowanie naturalnych, bądź maksymalnie do natury zbliżonych, metod na choróbska jest jednym z powodów takiego stanu rzeczy. Każdego z was szczerze zachęcam go racjonalnego przeglądu swojej apteczki, i wywalenia do kosza niepotrzebnej chemii. Pamiętajmy również o tym, że przejście różnych infekcji wirusowych bez zbędnej stymulacji, czyli po prostu pozwolenie organizmowi na walkę, jest często kluczem do nabycia lepszej odporności. Ciało dzieci musi się po prostu nauczyć walczyć z infekcjami. Obsesyjne zbijanie gorączki, czy ładowanie w malucha bardzo silnych leków przy lekkim katarze, to w mojej ocenie słaba, krótkowzroczna taktyka.

A wy macie jakieś sprawdzone sposoby na przeziębienia? Jeśli tak – zachęcam do wrzucania ich w komentarzach 🙂

 

Reklamy

8 uwag do wpisu “NASZE SPOSOBY NA CHOROBY

  1. Bardzo dziękuję za artykuł, ponieważ mój 20 miesięczny maluch co jakiś czas łapie katarek czy kaszel i dostaje od razu syropy z „zakazanej” listy. Nie miał jeszcze antybiotyku i tak chciałabym to utrzymać 😀 postaram się wszystko zastosować aby odporność mu wzrastała (nadal go karmie piersią, więc cenię naturalne sposoby na zdrowie ;-)) Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. Witamina C, dużo witaminy C. Gdy zaczyna mnie coś łapać to od razu 500mg, po kilku godzinach kolejna dawka i tak do 2g na dobę. Z dzieckiem podobnie, ale dawka inna (podwójna dawka jak na opakowaniu). Synowi pomaga jeszcze sambucol, znalazłam taki w miśkach.

    Polubienie

  3. Ja na gile używam katarek ten aspirator do odkurzacza. Mimo, że młoda 5,5 roku umie smarkać to tym sprzętem wyciĄGam resztę. Niedługo pojawi się 2 sztuka i w razie kataru sprzęt będzie używany. Pozdrawiam

    Polubienie

  4. Dzięki za przepis na super zupę.sprawdze czy uda mi się ją przemycic dzieciakom. Gluto-przeziebienia lecze głównie inhalacjami polecam solanki, plus Wit c,plus czarny bez- niestety w syropie bo sok nie przejdzie, plus probiotyk cały rok i omegamed ( dha,miód,Wit d,).osobniki dwa w wieku 4 i 2 lata są bardzo oporne jeśli chodzi o podanie czegokolwiek tzn syrop z cebuli,czosnek taaa mamo daj żyć.starszy daje się trochę przekupic lub zaszantazowac😱 ale masakra jest. Udawało nam się jednak przeżyć kolejne infekcje bez ciężkich dział do chwili obecnej -zapalenie płuc *2. Poszły antybiole. Życie….
    Ps.jak porzeszla u ciebie ospa, czy luna złapała?

    Polubienie

  5. Dzięki za ten spray do nosa, u nas nic nie działa…może ten babysol da radę. Niestety czasem moje sposoby domowe są podważane przez partnera, który leków aptecznych sobie nie szczędzi i choć widzę poprawę jeśli chodzi o jego edukację w tym temacie, to czasem muszę niestety ustąpić…

    Polubienie

  6. Małe dzieci nie posiadają enzymu, który jest potrzebny do trawienia kwasu acetylosalicylowego, niektóre dzieci dzadzą sobie radę z metabolizowaniem kwasu inne nie. Między innymi z tego powodu zaleca się niepodawanie aspiryny i innych środków zawierających kwas acetylosalicylowy dzieciom poniżej 12 r.ż. Skutki uszkodzenia mitochondriów mogą zostać wykryte długo po zażyciu kwasu acetylosalicylowego. Natomiast maści rozgrzewające z mentolem stosowane u małych dzieci (a zwłaszcza niemowląt) moga prowadzić do niewydolności oddechowej min. ponieważ działając drażniąco wzmagają produkcję śluzu /http://www.wakehealth.edu/News-Releases/2009/Popular_Cold_and_Cough_Treatment_May_Create_Respiratory_Distress_in_Young_Children.htm/. Wpisy natury medycznej powinny być konsultowane. A w kwestii antybiotyków – wirusów nie leczy się antybiotykami, jednak zmieniony przez wirusa nabłonek może mieć wtórne zakażenie bakteryjne, które czasem wymaga antybiotykoterapii.

    Polubienie

  7. jakbym widziała siebie 🙂 co prawda póki, co na etapie swoim, nie dzieciarni ale do wieku chrystusowego przeszłam bez antybiotyków – odpukać 🙂 kompot z imbiru,miodu, cytryny i kanapki z czochem – to moje antybiotyki. A o rosół obowiązkowo :-))) pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s