DZIECI I ZWIERZĘTA – JAK, PO CO i DLACZEGO?

1600X9601-1000x600.png

Moje historie ze zwierzętami w dzieciństwie nie należały do specjalnie udanych. Gdy tylko pojawiała się pozytywna decyzja o psie i akcept ze strony rodzicielki, zaraz wszechświat postanawiał zrobić wszystko, żebym, choćbym nie wiem jak chciała, nie miała swojego czworonoga. Gdy nieco podrosłam i razem z rodzicami wykonaliśmy popisową ucieczkę z miasta na wieś, rozpoczęliśmy szeroko zakrojoną akcję przygarniania rozlicznych kotów i psów (naturalnie to ja byłam jej prowodyrką), jak to na mieszczuchów na wsi przystało. Prawda jest jednak taka, że miałam wtedy całe 10 lat i w swoich oczach byłam niemal dorosłą kobietą, skupioną na zapamiętywaniu tekstów piosenek Britney Spears i kłótniach z koleżankami o to, która dziś będzie Mel B (był to, swoją drogą, jeden z niewielu momentów, kiedy kochałam swoje kręcone włosy), a nie na jakichś tam zwierzaczkach. To wszakże dobre jest dla przedszkolaków.

Może właśnie dzięki tej niezaspokojonej we wczesnym dzieciństwie potrzebie, obiecywałam sobie, że moje dzieci od małego będą wychowywać się ze zwierzętami. Karmić, wyprowadzać, spać razem z łóżku – odgrywać wszystkie te chwytające za serce sceny z amerykańskich filmów familijnych, które każdy z nas doskonale zna.

Czytaj dalej »

Reklamy

PO CO UCZYĆ MAŁE DZIECI JĘZYKÓW OBCYCH?

1600X960-D1-1000x600.jpg

XXI wiek, 2018 rok, czas internetu, Erasmusów, wycieczek do najdalszych zakątków świata, epoka globalnej wioski. Ludzie, którzy nie umieją się porozumiewać po angielsku traktowani są niemalże jak niepełnosprawni – jak niewidomi, których trzeba przeprowadzić za rękę przez zatłoczone skrzyżowanie. I mimo to naprawdę nierzadko spotykam się ze szczerym zdumieniem, gdy postronni dowiadują się, że uczę moje dzieci języka angielskiego. Że to już? Tak szybko? Ale po co? Przecież pójdą do szkoły, będą mieli czas. No bez przesady, okrutna matko, dzieciństwo im zabierasz.

Doszłam do takiej wprawy w obalaniu mitów dotyczących tego tematu, że mogę strzelać słowami z szybkością karabinu maszynowego. Zróbmy to jednak po kolei i szczegółowo. Gotowi?

Czytaj dalej »

CZEGO NIE WOLNO ROBIĆ W CIĄŻY

il_570xN.1361209348_90au.jpg

 

I oto stało się, nadeszła wymarzona chwila, na teście pojawiły się dwie kreski. Ty, naturalnie, skaczesz pod sufit ze szczęścia i nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, co cię czeka. Nie, nie, wcale nie chodzi mi o trudy ciąży, o rosnący brzuch, zgagę, wymioty, ani o wydatki na wyprawkę. Oto gdzieś w pobliżu czyha prawdziwe niebezpieczeństwo − twoja babcia, teściowa, prababcia, ciotka, szwagierka wujka, którą ostatni raz widziałaś na weselu (i to nie własnym, tylko swojej matki), no i oczywiście niezastąpiona babuleńka spod kiosku z gazetami. Co te kobiety mają ze sobą wspólnego, poza regularną lekturą „TeleTygodnia”?

Otóż dysponują one gotową listą wszystkich najczarniejszych ciążowych scenariuszy, które mogą się spełnić, i nie zawahają się nią z tobą podzielić. Nie przejmuj się jednak, wszystkim przerażającym powikłaniom możesz zapobiec, wystarczy, że odpowiednio się przygotujesz i będziesz przestrzegać kilku banalnych reguł, znanych kobietom od wieków.

Musisz tylko pamiętać, żeby pod żadnych pozorem nie śmiać się z ciążowych przesądów, bo to dopiero przynosi katastrofalne skutki…

Ha, ha, żartowałam.

Możesz się śmiać, ile dusza zapragnie.

Czytaj dalej »

JAK PRZYGOTOWAĆ IDEALNE URODZINY?

1600x960-s-1-1000x600.jpg

Pamiętam stres towarzyszący pierwszej imprezie urodzinowej dla dziecka, jaką przyszło mi zorganizować. Z jednej strony doskonale wiedziałam, że mały berbeć Teo i tak nie będzie nic pamiętać, z drugiej czułam nieustanną presję rzeczywistości, w której każda sekunda, każdego wydarzenia jest nagrywana i fotografowana. Jednym słowem wpadka zostanie utrwalona na zawsze.

Jednak to pierwsze, i wszystkie zresztą kolejne, doświadczenia urodzinowe, sprawiły, że zrozumiałam, iż czegoś takiego jak urodziny idealne nie ma, i nigdy nie będzie, podobnie jak nie ma idealnych matek, dzieci, jednorożców ani garnków złota na końcu tęczy. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ jest to dobra podstawa wszelkich dalszych planów przyjęciowych. Ostatecznie jeśli się okaże, że tort był może i piękny, ale niejadalny, zamówiony klaun wystraszył nie tylko dzieci, ale także i dorosłych, albo połowa gości rozchorowała się tuż przed imprezą i przyszło Ci tłumaczyć maluchowi, dlaczego dostał tylko jeden prezent – będziesz spokojna, bo będziesz wiedziała, że tak po prostu zazwyczaj jest.

Mając tę wiedzę, warto jednak postarać się przygotować maksymalnie na to, co może nas czekać. Poniżej przedstawiam, więc krótki (nie)poradnik urodzinowy w punktach.

Czytaj dalej »

IGRZYSKA ŚMIERCI

ambulance-architecture-building-263402

 

Z dużą uwagą obserwuję od kilku dni sprawę, którą żyje ogromna część Internetu, zwłaszcza ta skupiona na rodzicielstwie. W brytyjskim szpitalu Alder Hey mały Alfie Evans przeżywał ostatnie dni i godziny życia wśród walk, protestów i teorii spiskowych.

Nie jestem lekarzem. Nie wiem jaka choroba wyniszczyła mózg tego malucha, nie wiem ile dni, miesięcy czy lat mógłby leżeć pod aparaturą podtrzymującą życie w stanie wegetatywnym. Nie znam kwalifikacji lekarzy, którzy oceniali jego stan zdrowia ani sędziów, którzy podejmowali decyzje dotyczącą rezygnacji z uporczywej pomocy medycznej, wbrew woli rodziców.

Wiem natomiast, że to, co wydarzyło się za sprawą mediów, blogerów, użytkowników social media i pewnego, polskiego „reportera” było jedną z najobrzydliwszych krwawych jatek medialnych, jakie przyszło mi oglądać od czasów mamy Madzi i śliskiego kocyka.

Czytaj dalej »

WIOSNA, ACH TO TY – czyli kontrowersje wokół czapeczki

1600X960-1000x600.jpg

Panie i Panowie, po długich miesiącach oczekiwania pod puchowymi kołdrami i kurtkami z gęsiego pierza, po niekończących się mrozach, skrobaniu samochodów, odśnieżaniu chodników i przeklinaniu wszystkiego na czym ten świat stoi – w końcu nadeszła. Wyczekana, upragniona i wyśniona – Wiosna. Wraz zaś z wiosną, swoją drogą najwdzięczniejszą chyba z pór roku (i to mimo towarzyszącej jej pogodowej schizofrenii), nadeszła natomiast nagła (naprawdę nagła) zmiana pogody.

Moja córka odbębniła w zeszłym tygodniu obowiązkowy, ospo-pochodny areszt domowy. Gdy po radosnych siedmiu dniach, jak na skrzydłach odwoziłam ją do przedszkola, na dzień dobry, w szatni wymieniłam puchowe rękawiczki i zimowy, watowany kombinezon, na szmaciane trampki i czapkę z daszkiem. W pięknym kraju nad Wisłą wystarczyło siedem dni aby temperatury skoczyły z minus pięciu do plus dwudziestu pięciu. Nie to, żeby ktokolwiek zamierzał z tego powodu narzekać – absolutnie nie. Wszyscy radośnie zacieramy rączki, wyciągamy z zakurzonych pudeł, ukrytych na pawlaczach, sukienki, przewiewne spodnie i słomkowe kapelusze.

W czym więc problem? Ano w tym, że często wymieniamy tylko naszą garderobę, zapominając całkiem, że nasze dzieci (będąc w końcu ludźmi z krwi i kości, tyle tylko, że nieco od nas mniejszymi) odczuwają temperaturę dokładnie tak samo jak my. Wbrew obiegowym opiniom naszych ciotek i babć trzyletnie dziecko bawiące się na placu zabaw, przy dwudziestu kreskach na plusie, nie musimieć zawiązanej ciasno pod szyją czapeczki i zapiętej, niczym pas cnoty, puchowej kamizelki.

Czytaj dalej »

MAMO, TERAZ TY!

pexels-photo-701771

 

Ogromna nad człowiekiem presja wisi, kiedy tak ponad pół roku ni słowa nie napisał. Po głowie chodzi milion początków zdań, a niewiele jakoś zakończeń. I żaden temat nie wydaje się dość dobry.

Gdy pisałam książkę (a trwało to, ku zgryzocie wydawnictwa, dużo dłużej niż wszyscy pierwotnie zakładaliśmy), czułam, jak wysysa ona ze mnie wszystkie najlepsze słowa, zdania i konstrukcje stylistyczne. Puff, i nic nie ma. Człowiek (to o mnie) ledwo znajdował siłę, żeby potem przynajmniej kilka zdań podrzędnie złożonych wpleść w konwersacje, a tym samym nie poddawać w wątpliwość swojej, ekhm, elokwencji. W międzyczasie trzeba było się jeszcze zajmować dziećmi, pracą jakąś może, jedzeniem i innym prozaicznymi kwestiami. Taka matka to ma jeszcze gorzej, bo zanim znajdzie chwilę na to, żeby się zrealizować to już na pewno ktoś walnie kupę w majtki, inny ktoś zrzuci ze stołu wazon, a na koniec do domu zwali się stado nieplanowanych gości i trzeba będzie udawać, że się ma porządek i, że umie się podawać herbatę zachowując zasady savoir vivru.

Czytaj dalej »